Pluszaki i inne zwierzęta

Naszym pierwszym pluszakiem była krowa koloru bordo zakupiona w ośrodku kultury czeskiej. Małżonek sprezentował krowę swej sędziwej babci. Ucieszyło to babcię, poprosiła, aby ją z krową sfotografować. Kiedy babcia odeszła Małżonek przejął opiekę nad krową. Ale źle się wywiązywał z tego obowiązku. Miał współpracownika, który odwiedzał nas służbowo w domu, często w towarzystwie pieska. Kiedyś podczas takiej wizyty drzwi od gościnnego pokoju, gdzie rezydowała krowa, były uchylone. Pies dojrzał krowę, rzucił się na nią, poszarpał wymię i odgryzł ogon. Dużo czasu zajęło mi naprawienie szkód.

Następnym pluszakiem był brązowy zając. Tu muszę przypomnieć, że przez wiele lat hodowaliśmy zajączki jako zwierzęta domowe. Kiedy ujrzałam w sklepie pluszaka niemal identycznego z aktualnie posiadanym zającem, oczywiście go kupiłam. Kiedy siedziały obok siebie, trudno było odróżnić, który jest pluszakiem, a który żywy. Potem dokupiłam pluszowego lewka ze złocistą grzywą i jeża, z miękkimi, jak to u pluszaków, kolcami. Skusiłam się jeszcze, aby kupić małego brązowego zajączka. Pluszaki zajęły jedną trzecią kuchennej sofy, więc uznałam, że na nowe nie ma miejsca.

Zające pluszaki często mają poduszeczki na stopach. To błąd anatomiczny. Zajęcza łapka jest pokryta sierścią. Tajemnicą jest, jak zając potrafi głośno tupać nawet na miękkim dywanie, gdy go coś zaniepokoi.

Nasz stół kuchenny ma blat z mazurskiej brzozy. Nad stołem wisi obraz leżącej owcy w tym samym kolorycie. Są to właściwie dwa obrazy, jeden przedstawia przód owcy, a drugi tył. Artysta zażartował sobie dzieląc owcę. Współgrają doskonale z blatem stołu, a spokojne wejrzenie owcy działa kojąco na obserwatora.

W dużym pokoju na regale mamy dwa pluszaki średniej wielkości – koalę zakupioną w Australii i pandę niepewnego pochodzenia. A na koszyczku kupionym na Bali leży mały lewek, maskotka pewnej firmy farmaceutycznej, wspomnienie z konferencji w której brałam udział. Nad regałem wisi obraz dość wziętego polskiego malarza przedstawiający stado koni. Motyw może banalny, lecz namalowany z talentem. Jeszcze jeden obraz przedstawia konia. Namalowała go przedwcześnie odeszła przyjaciółka. Obraz jest abstrakcją, ale można się w nim dopatrzyć konia. Na górnej partii regału mamy dwa ptaki osadzone na prętach. Jeden stabilny, bo kupiony, a drugi chybotliwy, zmajstrowany przez przyjaciela.

Ścianę zdobi afisz przedstawiający damę z łasiczką. Wygraliśmy ten afisz przed wieloma laty w pewnym konkursie. Zaskoczyło nas, że oryginał w muzeum Czartoryskich w Krakowie jest znacznie mniejszy.

Na stole przy sofie siedzi zając z przystrzyżonych, suchych gałązek. Dostaliśmy go od przyjaciół na Wielkanoc, ale tak go polubiłam, że stoi okrągły rok. Posiada niewielki pojemniczek z miejscem na doniczkową roślinkę. Towarzyszą mu koty z Bali, z lekkiego drewna balsa, czarne, prążkowane jak zebry. Pod ścianą mamy szklany stolik. Tam na miniaturowym leżaczku wypoczywa brązowy pluszaczek, którego przynależności gatunkowej nie jestem w stanie określić. Towarzyszy mu brązowa owca zakupiona na Gotland i trzy kremowe koty z Bali, podkowiaste, ozdobione roślinnym wzorem. Jest tam również szklany ptaszek. Nad stolikiem wisi pancerz kraba. Jest to Limulus polyphemus, z którym miałam do czynienia pracując. Otrzymuje się z niego odczynnik do wykrywania bakteryjnej toksyny. Wiszą także świerszcze, czy też koniki polne, uplecione z wikliny, trzy luzem a czwarty umocowany na słomianym kapeluszu, wszystko rodem z Barbados.

Pokój do pracy zdobi plakat z szympansem, a firanki maja wzór w wielbłądy. Na ścianie wisi szuflada zecerska. W przegródkach odnajdujemy jeża, kota, pięć zająców i cały rządek czarnych plastikowych byczków z białymi rogami. Zdobiły one niegdyś butelki czerwonego wina, prawdopodobnie Egri Bikaver co oznacza byczą krew.

Dawno temu, jeszcze za komuny, przyjechał do Warszawy zespół rozrywkowy z ówczesnego NRD. Na zakończenie, dla reklamy, rzucono na widownie garść misiów. Małżonkowi udało się jednego uchwycić. Dał mi go w prezencie, chociaż wtedy nie był jeszcze moim Małżonkiem. Miś wyłysiał ze starości, złamał przednią łapkę, ale nadal stoi na półeczce w granatowych spodenkach na szeleczkach budząc nostalgiczne wspomnienia. Obok misia mamy solniczkę w kształcie jajka z uszami zająca i białą owcę z Gotland.

W sypialni, miedzy poduszkami rezyduje brązowy miś, który od dawna z nami sypia. A na półeczce, na przeciwko, siedzi biały polarny niedźwiedź. Na półce nad łóżkiem stoją dwa gliniane gołębie nabyte na greckiej wyspie Kos. Nazywam je kosami. Zaraz obok mamy dwa porcelanowe zające, których zadaniem jest dekorowanie wielkanocnego stołu. Jeden rozciągnięty, pogrążony we śnie, a drugi z koszyczkiem na grzbiecie, który wypełniam czekoladowymi jajeczkami. Jest także wiewiórka i miś autorstwa znanej na całą Szwecję specjalistki od misiów. Miała nawet okresowo własny sklep w Warszawie. Miś, ubrany w szafirowy sweterek, ma jej znaczek firmowy, czerwone serduszko. Zbiorek kończy się na piesku rasy basset, ale nie z pluszu tylko z zamszu, prezencie ode mnie dla Małżonka.

W przedpokoju są dwie półki na których zebrała się cała menażeria. Ptaszka z przystrzyżonych gałązek sadzam czasem w czasie Wielkanocy na talerzu z pisankami, aby udawał kurę wysiadującą jajka. Baranek z ceramiki, pasiaty z czarnym łebkiem miewa gościnne występy na wielkanocnym stole. Biały słoń, oszczędny w kształcie, zadziwiał ulicznego sprzedawcę popytem na owe słonie. Trudno stwierdzić czy kremowy, pasiaty ptaszek z ceramiki jest przepiórką czy kuropatwą, ale co do białej gąski nie ma wątpliwości. Półeczkę zdobi także brązowy lewek z ceramiki, dzieło znanej artystki. Każdy z jej lewków różni się czymś od reszty, każdy jest unikalny. Zbiorek zamykają  drewniane kaczuszki, jedna większa i trzy małe. Wśród zwierzaczków niewielki pojemniczek ze śrubkami, muterkami i sprężynkami przy bliższych oględzinach okazał się mieć dziobek i ogonek.

W łazience są tylko dwa zwierzaczki z mydła – zając i ptaszek oraz wysuszona rozgwiazda, jedyne zwierzę w naszej kolekcji, które kiedyś było żywe.

W samochodzie mamy dwa pluszaki: koalkę przy przedniej szybie, a przy tylnej beżową panterę w brązowe centki.

Ktoś powiedział, że im bardziej poznaje ludzi tym bardziej kocha zwierzęta…

Teresa Urban

Lämna ett svar