Istota nad istotami

„Co” egzystuje w nurcie wieczności? Dusza! Innymi słowy – świadomość, tajemnicza wiązka energii, ego, zdające sobie sprawę, że istnieje i odbywa podróż. Dobrze, ale jeżeli podróż, to jaki jest jej cel? Ogromna i wchłaniająca wszystko dziura nicości, czy może brama do istnienia w wymiarze poza (naszym) czasem?

Ponieważ w żaden ludzki sposób nie potrafimy uniknąć momentu śmierci, prywatnie optuję za „bramą”. Uważam, że śmierć, tajemnicza energia transformacji, jest zdecydowanie nieudanym pomysłem, bowiem kompletnie nie nadaje się do życia! Myślimy o niej z obawą i rezygnacją, szczególnie kiedy wiek dojrzały pozostawiliśmy już za sobą. Na dodatek i jakby tego było mało – jest dziedziczna!

Bezwarunkowe zamocowanie śmierci irytuje, ale jeszcze bardziej niepokoi myśl, że możliwe iż znikamy całkowicie i bezpowrotnie. Ostatni oddech i tyle tego, koniec wszystkiego? No dobrze, ale może śmierć to przywilej? Miłosierny akt, pozwalający odpocząć i zebrać siły do ponownego wysiłku w łagodniejszym wymiarze istnienia? To co innego! Sokrates na przykład uważał, że nic lepszego jak śmierć nie może się człowiekowi przytrafić. Może śmierć jest najwyższym punktem życia, powitaniem nie pożegnaniem, wyzwoleniem, kroplą łączącą się z oceanem?

Pytania o życie po śmierci niesie w sobie epicką poetykę, w której każde twierdzenie może być na równi prawdziwe, co fałszywe. Czując instynktownie, że nie potrafilibyśmy udźwignąć prawdy, budujemy rozmaite spekulacje czy fantomy, które mają jedną wspólną cechę: przybliżają nas do wieczności, czyli do wszędzie i nigdzie.

Co na to nauka, jakie jest jej zdanie? To zależy, która nauka. Fizyka kwantowa trzyma drogę otwartą wszelkim nowym koncepcjom. Sugeruje nawet, że mogą istnieć inne poziomy rzeczywistości niż ten, w którym egzystujemy. Fizycy zajmujący się kwantami uważają, że istnieją podstawy by twierdzić, iż nasza rzeczywistość jest tylko jedną z niezliczonej ilości  fal możliwości i ilustrują to, co maja na myśli następującym przykładem: wysłane w różnych kierunkach dwa fotony jednego atomu nie tylko komunikują się ze sobą oraz innymi fotonami, ale czynią to z szybkością przekraczającą szybkość światła, czyli szybkość graniczną dla naszej rzeczywistości. To oznacza, że fotony operują w przestrzeni, którą nauka uznawała dotychczas za nieistniejącą. Czyż kręcące się „gdzieś tam” i komunikujące między sobą „nasze” fotony nie są dowodem na istnienie transcendentu, rzeczywistości wychodzącej poza tą, w której egzystuje człowiek?

Okładane od zawsze anatemą przez sakrę i nie tylko przez nią odwieczne pytanie, brzmi: czy jesteśmy unikalni we Wszechświecie? Może przecież być więcej podobnych Ziemi ciał niebieskich, z „ludźmi” na pokładzie? Jestem przekonany, że w kosmosie istnieje wiele planet, na których powstała materia ożywiona i wystarczająco dużo czasu, aby stworzyć aparat ruchu z mózgiem, słowem – coś na kształt i podobieństwo homo sapiens. To wydaje mi się oczywiste, problem mam przy kolejnym, trochę ryzykownym – bo dotyczącym nas osobiście i bezpośrednio – pytaniu: co z inteligencją? Jak powstaje „coś”, co cenimy wysoko, podziwiamy, czasem zazdrościmy, a co ma status jak wzorzec metra? W jaki sposób coś tak materialnego, jak materia, mogło stworzyć coś tak niematerialnego, jak inteligencja?

Skąd pochodzi inteligencja? Jeśli nie jest dzieckiem materii, może nie mieszka w mózgu? Może jest wiecznym podróżnikiem, charakteryzującym się tym, że wszędzie jest przejazdem i wszędzie w domu? Może pojawia się i znika, lub jest, tylko zanika? Wędruje i zatrzymuje się to tu, to tam i zdarzają się jej nieprzemyślane inwestycje, a wtedy ludzkość ma kłopot.

Klasyfikujemy inteligencję, mówimy o wyższej, średniej, niższej, prawimy o półinteligentach czy ćwierć. Ona zaś sama (inteligencja) się nie odzywa, ani nie komentuje, czasem tylko dyskretnie uśmiechnie się do siebie. Może wyższa wcale nie jest wyższa, może taka kwalifikacja w ogóle nie istnieje? Co interesujące – inteligencja nie utożsamia się z większymi szansami na przeżycie. Najbliższe nam goryle i szympansy są bliskie wymarcia, co nie grozi na przykład szczurom i owadom.

Zastanawiające, że człowiek, podobno jedyna i najinteligentniejsza istota we Wszechświecie, ma przed sobą coraz mniej stabilną przyszłość. Jak mamy traktować inteligencję – nieistotne, zasianą, czy wypracowaną – jak czerpać z jej posiadania korzyści i wiązać nadzieję, kiedy pomysłowość człowieka prowadzi go najwyraźniej prostą drogą ku zniszczeniu siebie i planety?

Stworzyliśmy „tymi oto rękami” sytuację zagrożenia o globalnym zasięgu. Nietrudno zauważyć, że ludzkość boryka się ze stale rosnącymi kłopotami. Co gorsza – nie znamy „stanu konta” planety, a zatem marginesu, czy też punktu,  którego nie wolno bez smutnych konsekwencji przekroczyć. Nie wierzę już „nam”. Mam tylko nadzieję, że ktoś dojrzalszy od człowieka przejmie stery i wprowadzi globalne porządki, inaczej marne nasze widoki.

Może nie byłoby złym pomysłem złożenie zapotrzebowania na stały pobyt na Ziemi inteligencji wyższego rzędu? Żyjąca w zgodzie z inteligencją, acz skromna nad wyraz osoba Agata Christie, zanotowała: Za jedną z najbardziej intrygujących rzeczy w życiu uważam to, że bierzemy udział w czymś, czego kompletnie nie rozumiemy.

Jakże ulotne, jak pełne niedomówień, aluzji, dwuznaczności i fantazji jest nasze życie. Mała dziewczynka spaceruje z mamą po lesie, pochyla się i pyta: – Mamusiu! Dlaczego czarne jagody są czerwone? Bo są zielone! – odpowiada Mama spokojnie. A jak dojrzeją, będą ciemnoniebieskie.

Andrzej Szmilichowski

Fragment książki ”Momentum” przygotowywanej do druku.

Lämna ett svar