Najlepiej wystrzegać się uogólnień, potrafią być bardzo niebezpieczne. Czym jest państwo, jeśli nie sztucznym systemem, skonstruowanym na potrzeby stale zmieniających się życzeń zbiorowego istnienia i iluzją bezpieczeństwa?
Można się zastanawiać czy w ogóle ma rację istnienia. Zgoda, państwo może wiele, prawie wszystko, ale bez poparcia obywatela może zdziałać niewiele i tylko na chwilę. Jak się stawia, wcześniej czy później polegnie, a zwycięstwo odniosą przechodnie. Można obronić się przed każdym złem tej ziemi, przed człowiekiem nie ma obrony.
Tu stosowne miejsce na mały kalambur: Najwyższą karą, jaka może spotkać przestępcę, to być sobą. Nie są to słowa pozbawione sensu. Ukryci w prywatności myśli, nierzadko mamy ochotę postąpić znacznie gorzej niż na to zezwalałoby sumienie. Z ręką na sercu, co jest głównym hamulcem wszelkich działań, sumienie czy obawa przed opinią?
Wielu twierdzi, że głęboki patriotyzm, podbarwiony Bogiem i honorem, jest dla nich najszlachetniejszym kruszcem i najwyższą atrakcją. Zapominają, że wadliwie rozumiany patriotyzm, daje upust najniższym instynktom. Z narodowymi hasłami na ustach oszukuje się i dręczy znacznie skuteczniej, niż bez nich! Byłoby śmieszne, gdyby nie tragiczne, jak łatwo się oszukuje i zabija, w poczuciu spełniania szlachetnych nakazów patriotycznych cnót.
Ach jak cudownie zabijać dla ojczyzny i Boga! Prymitywizm, czy patriotyzm? Może zabrzmieć infantylnie, ale wierzę, że łagodna polityka państwa może mieć sens tylko wtedy, gdy odzwierciedla łagodne obyczaje i pragnienia jednostek.
Człowiek ma niejako we krwi, że jak kocha to całym sercem, ale egoizm instytucji państwa i sobiepaństwo religii, ograniczają jego miłość. Aparaty państwa i religii wrośnięte są tak silnie w ludzką psychikę, że sądzą, iż są bezkarne, ale gdy przekraczają zadufane w sobie granicę skoku, naród pokazuje zęby.
Wprawdzie uzgodniliśmy już, że państwa niema, ale załóżmy, na chwilę i hipotetycznie, że istnieje i zastanówmy się, co ma zrobić, jak się obudzi.
Otóż celem doprowadzenia do zmian w charakterze obywatela Rzeczpospolitej, należy powołać w przyspieszonym trybie Ministerstwo Rozumu i znaleźć szyfr, a jeśli nie istnieje to stworzyć, wydobywający z obywatela potok dobrej energii i ukrócający pod karą śmierci idiotyczne i wieczne sejmikowanie.
Sprawy związane z niebem, piekłem, czyśćcem i tak dalej, można zostawić spokojnie w tych samych doświadczonych rękach. Kościół się wyżywi, choć od wieków płacze, że ubogi.
To by było na tyle i czas na morał, ale ponieważ trudno wykombinować, musi wystarczyć epokowa myśl: Brak rozumu w szczególnych przypadkach jest szczęściem.
asz