Parafrazując znane powiedzenie: Gdzie się podziały dawne prywatki?, pytam: Gdzie się podziały śmieszne seriale?
Moim zdaniem palma pierwszeństwa należy się bez wątpienia serialowi ”Fawlty towers” z polskim tytułem ”Hotel Zacisze”. Drugie miejsce zajmuje ”Keeping up appearances”, czyli ”Co ludzie powiedzą”, a trzecie ”To the manor born”, po polsku ”Szlachetnie urodzona”. Powyższe seriale są produkcji angielskiej. Widocznie humor brzmi najlepiej po angielsku. Bo niemiecki nadaje się do wydawania rozkazów. O jedzeniu najlepiej rozmawiać po francusku, a o miłości po włosku.
Trudno jest oddać pomysłowość słownych i sytuacyjnych dowcipów. Ale spróbuję. W serialu ”Hotel Zacisze” występuje Basil, neurotyczny właściciel hotelu. Ograniczę się do dwóch epizodów. Basil doznaje wstrząsu mózgu spadając z drabiny podczas inspekcji pokoju hotelowego, w którym rzekomo miała być niezameldowana kobieta. Leży w szpitalu z obandażowaną głową, a starszawa pielęgniarka poprawia mu pościel przed obchodem lekarskim. „Ale pani jest szpetna. Proszę mnie nie dotykać. To może być zaraźliwe” – wykrzykuje Basil.
Udaje mu się wymknąć ze szpitala do hotelu, gdzie natychmiast zaczyna obsługiwać gości. Dostrzega grupę Niemców. Podchodzi, aby przyjąć zamówienie. Jak mantrę powtarza: „Nie wspominać wojny”. Grupa zamawia sałatkę śledziową, po angielsku herring salad. Basil, pomimo mantry, zniekształca zamówienie na sałatkę Göring. Jedna z Niemek zaczyna płakać. Basil stwierdza: „To ja was rozweselę”. Przykłada czarny grzebyk pod nos jak wąsik i zaczyna maszerować wojskowym krokiem. Cała niemiecka grupa płacze. „Dlaczego płaczecie?” – pyta Basil. „No bo to pan zaczął z tę wojną. – Ja zacząłem?” – dziwi się Basil. „To wy zaczęliście bombardując Warszawę w 39-tym roku.”
Inna zabawna scenka: Późnym wieczorem zjawiła się w hotelu para z Kalifornii. Chcieli zamówić coś ciepłego do jedzenia, ale Basil wyjaśnił, że kuchnia już zamknięta. Gość wręczył mu 20 dolarów z nadzieją, że to przekona kucharza do usługi. Basil przyjął pieniądze, udawał że pertraktuje z kucharzem, ale bez skutku. Zaproponował kanapki. „Nie po to płacę ekstra ,żeby jeść zimne kanapki” – zaoponował gość. „Poprosimy więc o dwa śrubokręty”. Basil się zdziwił. „Teraz, czy po jedzeniu?”. „Oczywiście, że teraz”. „A może wystarczy jeden?”. Na pomoc pośpieszyła żona Basila. „Śrubokręt, po angielsku screw driver, to drink – sok pomarańczowy z wódką” – wyjaśniła. Po chwili pojawił się Basil z drinkami. Gość spróbował i odstawił z niesmakiem. „Sok jest nieświeży”. „Jak to nieświeży? Właśnie otworzyłem puszkę” – zaprotestował Basil. „W Kalifornii jesteśmy przyzwyczajeni do świeżo wyciśniętego soku” – wyjaśniła żona Amerykanina. Mąż zrezygnował z ciepłego dania i zamówił dwie sałatki Waldorfa. Basil się zakłopotał. „Niestety nie mamy chwilowo Waldorfa. W tym tygodniu dostawa nie dopisała”. żona wyjaśniła mu recytując składniki: seler, jabłko, winogrona, sałata i orzechy.
W serialu ”Co ludzie powiedzą” zaprezentowany jest zbiorek osobowości – każda komiczna i sympatyczna na swój sposób. Główną bohaterką jest snobka, Hiacynta Bucket (wymawiać Bouquet, ponieważ Bucket, wiaderko, nie brzmi szlachetnie). Mieszka w domku szeregowym utrzymanym w idealnym stanie. Kiedy ktoś ich odwiedza, pilnuje aby gość nie ocierał się o jej gustowne tapety. Często zaprasza spokojną, opanowaną sąsiadkę, Elisabeth, na kawę. Podczas odwiedzin sąsiadka traci opanowanie, rozlewa nerwowo kawę, czasem tłucze kosztowne, ręcznie malowane filiżanki. Hiacynta dyryguje także uległym mężem, Richardem. Mąż twierdzi, że w domu jest jak w wojsku. Trzeba słuchać rozkazów, a posiłki są podawane regularnie na czas.
Hiacynta niepokoi się, czy nie będzie u nich włamania. W trzech innych domach były. Czuje się niedowartościowana. Czyżby włamywacze uważali, że u Hiacynty nie ma nic wartościowego? Mąż polecił zainstalować w domu alarm. Hiacynta jest spokojna, że kolekcja perłowych guziczków zebrana przez syna-geja jest bezpieczna.
Od czasu do czasu Hiacynta zaprasza gości na wytworną kolację przy świecach. Uważa, że otoczenie należy kulturowo podkształcić. Ale ludzie nie lubią, kiedy zarzuca się im brak kulturowego szlifu. W miarę jak zbliżał się termin spotkania, zaproszeni goście wymawiali się od przyjścia pod byle pretekstem.
”Szlachetnie urodzona” to serial o właścicielce dużej posiadłości, która po owdowieniu jest finansowo zrujnowana, przeprowadza się do stróżówki, a dom wynajmuje nowobogackiemu Czechowi, Bedrichovi DeVere i jego mamie pani Polouvickiej. Wydaje jej się, że intelektualnie i socjalnie przewyższa swego lokatora. Bedrich nie ma kompleksów, traktuje sprawy lekko. I, co najdziwniejsze, oboje czują do siebie pociąg; atrakcja nieoczekiwanie przeradza się w romans. Żadne konkretne scenki nie zapisały mi się w pamięci, ale śmiałam się do łez.
Był też program z angielskim komikiem (nie serial, tylko luźne opowiadania bez tekstu) wyłącznie z dowcipem sytuacyjnym. Ten program również nadawała polska telewizja i bohatera nazwano Jasiem Fasolą. Gdyby dawano Nobla za mimikę twarzy Jaś Fasola niewątpliwie nadawałby się na laureata.
Jaś Fasola miał misia, mizernego, z wytartym, brązowym futerkiem, wiekiem zbliżonego do właściciela, dbającego by miś miał zawsze wygodnie. Przykrywał go na noc kołderką, brał na wakacje, zapewniał rozmaite rozrywki. Było to i zabawne i wzruszające.
Podobno Goethe na łożu śmierci zawołał: Więcej światła! Nie będę tak długo czekać i już teraz wołam: Więcej śmiechu!
Teresa Urban