80 lat temu “wybuchła” druga wojna światowa. Osobiście jestem taylorystą czyli zwolennikiem teorii profesora A.J.P. Taylora, wielkiego znawcy obu wojen światowych, który uważał, że była tylko jedna Wielka Wojna Światowa (1914-1945) z 20-letnim rozejmem.
Zgadzam się też z oceną, znanego polskiego dyplomaty, Leona Orłowskiego (autora genialnego podręcznika dla dyplomatów O polityce, książki – traktatu filozoficznego porównywalnego z podobnym traktatem Carla v. Clausewitza O wojnie (Vom Kriege). Że analogie w historii bywają złudne. To że z grubsza biorąc w pierwszej i drugiej wojnie te same państwa, czy narody, walczyły po tej samej stronie nie znaczyło kontynuacji. I żeby skończyć ten temat; dzieło Clasewitza zna cały świat dzieła Orłowskiego nie znają nawet Polacy. Książka była wydana w małym nakładzie w Londynie w latach pięćdziesiątych, a w latach siedemdziesiątych parę rozdziałów z niej (za zgodą autora) przedrukowaliśmy w Szwecji. A i tak nikt o niej nie pamięta. A powinna być wydana przynajmniej jako podręcznik dla polskich dyplomatów. To jest tak jak z X muzą Irzykowskiego. Tam to genialne dzieło znane jest tylko Polakom. Nawet studiując w Polsce estetykę filmu byliśmy dumni, że dzięki Irzykowskiemu wiemy więcej niż nasi koledzy zachodni. Dzieło Irzykowskiego jest dziś już zdeaktualizowane, ale gdyby było swego czasu przetłumaczone na ogólnodostępne języki… Dzieło Orłowskiego się niezakualizowało i warto o tym pomyśleć. Ale wracając do tematu. Większość poważnych historyków jeśli nawet nie podziela poglądów Taylora to nie ma wątpliwości iż korzenie II Wojny Światowej tkwią w Pierwszej.
Szwecja od czasu wojen napoleońskich starała się nie brać udziału w konfliktach zbrojnych. Zachowanie neutralności w I-szej wojnie nie było trudne. W zasadzie państwa same decydowały czy chcą czy nie brać w niej udział. No chyba, że leżały po drodze przechodzących armii, jak Belgia czy Holandia.
W pierwszej wojnie neutralna Szwecja sympatyzowała z Niemcami. Kraje skandynawskie żyły w cieniu kultury niemieckiej. Rody rycerskie były z sobą spokrewnione. Wyżsi oficerowie szwedcy lub duńscy miewali żony Niemki. Niemieccy miewali też często żony szwedzkie lub duńskie. Były takie międzynarodowe rody jak np. von Moltkowie tak duńscy jak i niemieccy. Gdy w połowie pierwszej wojny w listopadzie 1916 Niemcy i Austryjacy powołali do życia III Królestwo Polskie to sympatia Szwedów była po stronie tego królestwa. Polskie arystokratki, żony wpływowych szwedzkich polityków, oraz mające polskie korzenie szwedzkie intelektualistki jak np. Marika Stjernstedt (ona się wtedy tak pisała). Zaczeły propagandę pro polską. Niewątpliwie pierwsza broszura żądającą odtworzenia państwa polskiego, była wydana w Szwecji w języku szwedzkim. Była to broszura Mariki Stjernstedt: POLENS RÄTT (Polska racja, Sztokholm 1917). Baronowa Janina Armfelt (z domu Ciechanowska) oraz Wanda de Pomian-Hajdukiewicz (siostra znanego działacza niepodległościowego Alfa) wydały rok wcześniej w prestiżowym wydawnictwie Svenska Andelsförlaget (Szwedzkie wydawnictwo szlacheckie) książkę: POLEN NU OCH I FORNA DAGAR. (Polska dziś i dawniej). To wszystko przygotowało Szwedów na odrodzenie państwa polskiego. Niemniej na depeszę z 14 listopada 1918 o odrodzeniu się państwa polskiego rozesłaną przez Piłsudskiego na cały świat Szwecja nie odpowiedziała. Podobnie jak wszystkie inne kraje z wyjątkiem pokonanych Niemców, którzy jako jedyni uznali Polskę, drudzy byli po pewnym czasie neutralni Turcy. Gdy jednak konferencja w Wersalu uznała państwo polskie to Szwecja była jednym z najlepszych naszych kontrahentów. Ten przydługi wstęp był konieczny, by zrozumieć stosunek Szwecji do sprawy polskiej po 1 września 1939 roku. W drugiej wojnie Szwecja postanowiła być neutralną za każdą cenę. Problem był w tym, że sfery tradycyjnie sympatyzujące z Niemcami nie sympatyzowały z Hitlerem a raczej z tymi oficerami niemieckimi, którzy chcieli Hitlera usunąć i zorganizowali nieudany zamach 20 lipa 1944. Przy okazji sfery związane z dworem królewskim sympatyzowały raczej z aliantami. Szukanie równowagi to był cel nadrzędny polityki szwedzkiej. Wielki znawca dyplomacji polskiej prof. Henryk Batowski tak pisał swego czasu:
“Podobnie jak inne państwa neutralne Szwecja zastosowała wobec rządu polskiego na obczyźnie metodę stosunków jednostronnych, tj. pozwalała na działalność poselstwa RP w Sztokholmie i konsulatu w portowym mieście Malmö, ale uchyliła się od formalnego uznania rządu gen. Sikorskiego i nie wysłała swego przedstawiciela dyplomatycznego ani do Angers, ani potem do Londynu“ .
Wszystkie państwa neutrale stały na stanowisku, że państwo polskie istnieje, ale nie ma legalnych władz. Gdyby Francuzi nie spowodowali zatrzymanie polskich władz w Rumunii i dopuścili prezydenta Mościckiego oraz rząd RP do Francji i tam leganie nastąpiła by ewentualna wymiana władz to kraje neutralne musiały by te władze uznawac. A tak uznawały tylko polskich nominantów na placówkach dyplomatycznych z przed 1 wrzesnia 1939. Miało to tą dobrą stronę, że gen. Sikorski nie mógł według swego widzimisie usuńąć z placówek wybitnych polskich ambasadorów i posłów jak Sokolnicki czy Orłowski. Byli to niewątpliwie zwalczani przez Sikorskiego piłsudczycy wybitni dyplomaci, którzy odegrali wielką rolę w krajach neutralnych, gdzie miele własne bardzo cenne prywatne kontakty, z wielkimi możliwościami.
Francuzi nie chcieli patrzeć w oczy tym, których zdradzili. I dlatego spowodowali zatrzymanie władz polskich w Rumunii. Później nawet proponowali generałowi Sikorskiemu, by tylko powołał jakiś Komitet Polski zamiast rządu. Na co Sikorski się nie zgodził. I chwała mu za to.
W dalszej części swojego opracowania prof. Batowski przypomina, że Szwedzi po wybuchu wojny zgodzili się opiekować polskimi placówkami w III Rzeszy tj. ambasadą, konsulatami, izbami handlowymi.
Do tego jeszcze dojdziemy.
Nam Polakom się wydaje iż pierwszego września 1939 wybuchła druga wojna światowa. Formalnie biorąc wojna zaczęła się 3 września po wypowiedzeniu tej wojny przez Wielką Brytanię i Francję III Rzeszy. Co nie zmienia faktu, iż pierwszego września roku pamiętnego bez wypowiedzenia wojny Niemcy zaatakowali Polskę z lądu, morza i powietrza. Bez wypowiedzenia wojny, ale po wypowiedzeniu paktu o nie agresji oraz postawieniu nieformalnego ultimatum. Podkreślam to bowiem 17 września Armia Czerwona wdarła się na terytorium Polski mimo paktu o nie agresji obowiązującego do 1944 roku. Niemcy wypowiedzieli nam pakt, gdy Polska przyjęła oszukańcze (jak to określał Stanisław Cat-Mackiewicz) brytyjskie gwarancje. Tu warto dodać, że Brytyjczycy, którzy chcieli, lub nie chcieli, wywołania wojny, bowiem zdania były podzielone. Powiedzmy, że naiwny Chamberlain wierzył, że ugłaszcze Hitlera i myślał, że udzielane gwarancje zapobiegną wojnie, to szef opozycji Churchill podpuszczał Chamberlaina, bo uważał, że z problemem niemieckim trzeba skończyć raz na zawsze. Nie w tym sprawa. Na gwarancje brytyjskie proponowane szeroką ręką: Węgrom, Rumunom, Bułgarom, krajom bałtyckim oraz skandynawskim (w tym Szwecji). Tylko Polska i Norwegia je przyjęły. Tzn. że na to się nabrały. Oba te kraje za to zapłaciły. Norwegia mniej. Od maja 1939 można już było liczyć godziny do wybuchu wojny. Gdy sytuacja się zaostrzyło po pakcie Ribbentrop-Mołotow papież Pius XII oraz prezydent Roosevelt apelowali do Polaków i Niemców by się porozumieli. Anglia i Francja zwróciły się do Polski by nie przeprowadzała mobilizacji. Wspomniane ultimatum, polegało na wezwaniu do Berlina min. Becka. Zamiast Becka zjawił si u Ribbentropa ambasador Lipski. Ribbentrop spytał czy Lipski ma upoważnienia do zawierania umów międzynarodowych, gdy dowiedział się, że nie pożegnał ambasadora. Potem spotkał się z ambasadorem Wielkiej Brytanii któremu odczytał tekst porozumienia z Polską. M.in. Niemcy proponowali przedłużenia paktu o nie agresji na 25 lat plebiscyt w tzw. korytarzu i inne cuda. Naturalnie było to działanie propagandowe mające usprawiedliwić agresję. Nie mniej Anglicy tego tekstu na wszelki wypadek do Warszawy nie przekazali. Niemcy zaś na parę godzin przed agresją odczytali go w radio.
Wspomniany na wstępie prof. Taylor w rozdziale Appeasment i Neville Chamberlain z Historii Anglii lat 1914–1945. Tak to komentuje:
“Chemberlain pozostawił Czechów własnemu losowi. Czechosłowacja straciła ok. 100 tys. obywateli w okresie wojny. Praga, jedno z najpiękniejszych miast Europy pozostało nietknięte. Chamberlain udzielił Polsce gwarancji. Sześć milionów obywateli polskich straciło życie. Warszawa legła w gruzach”
Tu tak dla wyjaśnienia. W drugiej wojnie zginęło ok. 10 tysięcy Czechów, trochę z powodu zaangażowania się w ruch oporu, ale większość to byli Czesi, którzy zbiegli z Czech i walczyli jako lotnicy w Wielkiej Brytanii, byli to straceńcy, którzy miele rekordowe wyniki zestrzeleń i strat. Polacy byli na drugim miejscu podobnej działalności. Słowacy zaś walczyli po stronie niemieckiej na froncie wschodnim i ponieśli też pewne straty a później, jak idioci, zrobili komunistyczne powstanie przeciw Niemcom w Bańskiej Bystrzycy. W sumie ok. 20 tysięcy Słowaków nie przeżyło tamtej wojny. Pozostałe 70 tysięcy obywateli czechosłowackich to byli Żydzi w większości słowaccy, bo czeskich się trochę uchowało.
Polacy, gdy załatwili, że Szwedami opiekę swoich placówek. To sądzili, że po krótkiej wojnie, bo alianci etc., odbiorą swoje budynki z całym dobytkiem. Niestety Szwedzi uznali, że ich układy z nieistnxiejącym już rządem polskim przestały ich obowiązywac. I wydali polskie placówki z całym dobytkiem Niemcom . Co tym ostatnim ułatwiło wydanie polskich znalezionych tam dokumentów (wybranych naturalnie pod pewnym kątem) udawadniających, że winę za wybuch II wojny ponosi Polska. Do dzisiejszego dnia broszurę wydaną we wszystkich ważniejszych językach europejskich w wersji szwedzkiej pt. POLSKA DOKUMENTEN można kupić w lepszych antykwariatach w Sztokholmie. W tej broszurze są fotokopie polskie i tłumaczenia. Rząd polski w Londynie uznał to za fałszerstwo. Nie mniej polscy dyplomacji jak ambasador Raczyński czy Lipski w swoich wspomnieniach uznali te dokumenty za prawdziwe. Jakkolwiek tendencyjnie dobrane.
To tyle na nie. Teraz będzie na tak.
W maju lub czerwcu 1939 czyli już po wypowiedzeniu przez Niemcy (po gwarancjach brytyjskich) paktu z Polską Szwedzi uznali, że to jest punkt zapalny i powołali referat (polska avdelningen) w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Królestwa Szwecji (UD). Wiązało się to z napiętą sytuacją na odcinku polsko-niemieckim. Szwedzi uważali, że Polacy zajmują niesłuszne stanowisko w sprawie Gdańska i bali się, że to “nieelastyczne” stanowisko polskie może spowodować konflikt światowy.
Szefem tego polskiego wydziału był Steffan Söderblom, a jego zastępcą radca R. Kumlin. Obaj nie byli zbyt dobrze nastawieni do “polskich awanturników”. Powołanie polskiego wydziału w UD było swoistym fenomenem, bo w tym czasie w UD nie było nawet osobnego referatu USA, a tylko wspólny północno-amerykański. Po wybuchu II wojny sytuacja się zmieniła. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności sekretarzem generalnym szwedzkiego MSZ (UD) został były poseł szwedzki w Warszawie Erik Boheman, świetnie znający, lubiący i rozumiący Polskę i Polaków. W prawdzie bardzo ostrożny jego szef minister MZS Chrystian Günther, który nie wiedział kogo bać się więcej: Niemców, Anglików czy tradycyjnie Rosjan, hamował jego wysiłki w pomocy Polakom, nie mniej jak zawsze urzędnicy mają więcej do powiedzenia od szefów. Tak przy okazji ten przyjaciel Polski nie został nigdy przez nas doceniony i chyba tylko profesor Henryk Batowski docenił jego rolę. Minister Günther uważał (i z punktu widzenia neutralnej Szwecji, jak najbardziej słusznie), że polskich uchodźców należy traktować zgodnie z konwencją genewską tzn. wojskowych internować innych zostawić własnemu losowi, a przedstawicielstwa stron wojujących izolować, Ponieważ Niemcy pilnowali Anglików, a Anglicy Niemców to wyjątek stanowili. Polacy, którzy dzięki Bohemanowi i inny wpływowym Szwedom miele do pewnego czasu, póki się Niemcy nie zorientowali dużo większą swobodę działania. Na początku wojny przez Szwecję przewaliła się fala uchodźca tak wojskowych, jak i cywilnych Polaków. Przez Szwecję przejechała między innymi marszałkowa Aleksandra Piłsudska z córkami bardzo dobrze przyjęta przez przedstawicieli dworu królewskiego z admirałem Väterem na czele. Szwedzi patrzyli nawet i na wojskowych przez palce, także wtedy, gdy przylecieli w mundurach samolotami, jak znany później pisarz i dziennikarz Tadeusz Norwid-Nowacki. Szwedzi nie robili też trudności polskim lotnikom udającym cywili w przedostawaniu się do Anglii. Tolerowali przekazywanie polskim uchodźcom zapomóg pieniężnych z Londynu za pośrednictwem polskiej organizacji charytatywnej PKP. Ale co ważniejsze. Nie przeszkadzali w działalności bazy Anna czyli jednego z ważniejszych ośrodków kontaktu z Krajem. Do czasu tolerowali też używania przez Polaków nielegalnej radiostacji do kontaktów z Londynem.
Ludomir Garczyński-Gąssowski