Z głębokim żalem wspominam moich przyjaciół Jana i Alicję Bersonów, o którym pisałem w rozdziale moskiewskim. On był w tym czasie korespondentem sztokholmskim Polskiej Agencji Telegraficznej (PAT) i wykonał świetną robotę, informując szwedzką prasę i korespondentów zagranicznych zajmujących się naszymi sprawami, zwłaszcza o intrygach i dwulicowość Związku Radzieckiego po porozumieniu Sikorski-Majski.
W 1937, po wydaleniu z Moskwy, napisał potężne ostrzeżenie w formie listu – książka wydana w Warszawie pod tytułem „Sowieckie zbrojenia moralne”. Oprócz dogłębnej wiedzy na temat ZSSR był człowiekiem o wielkim dowcipie i humorze. Wiedział, że nigdy nie wróci do Polski, w każdym razie takiej Polski. W końcu jego zdrowie się załamało, trudy życia bez nadziei, zmarł w sanatorium przy Saltsjöbaden. Alicja przez jakiś czas pracowała w agencji Reuters, z którą związany był także Jan. Po wojnie wyjechała do Montrealu, gdzie udało jej się zapewnić sobie całkiem przyzwoite życie.
Wśród byłych członków poselstwa w Helsinkach byli Władek Łoś, dyplomata wojskowy i jego żona Saga. Podczas wojny zimowej w Finlandii wysłałem cały personel do Szwecji, z wyjątkiem jego. Odbyliśmy także podróż z Helsinek do Sztokholmu razem w czerwcu 1941. Byłam na jego weselu, on i jego żona przyjechali do nas do Helsinek. Spotkali nas po przyjeździe do Sztokholmu w 1943 roku i nadal widywaliśmy ich wiele razy. Władek był ojcem chrzestnym Bogusia, a jeśli mieli dzieci, niewątpliwie on poprosiłby mnie, żebym został ich ojcem chrzestnym. Częścią jego obowiązków było niesienie pomocy materialnej i moralnej Polakom w Finlandii, tym w obozach lub więzieniach, a także różnym oficerom. Ja też robiłem, co mogłem, aby w tym pomóc, by wysłano ich za granicę. (…)
Władek Łoś napisał także relację z wojny zimowej, która jest w posiadaniu Patka, a ja mam kopię jego przemówienia na temat „prawdziwego patriotyzmu”. Poza tym, że jest jednym z najlepszych ludzi, których znałem, był doskonałym kreślarzem i umiał dekorować pisanki – część z nich nadal mam. Następnie podjął pracę w fabryce w Szwecji i zmarł nagle podczas pracy. Jego żona Saga jest zatrudniona w szwedzkim banku.
/…/ Marika (Maria) Stiernstedt, której bracia pracowali w Czerwonym Krzyżu, której matką była Ciechanowiecka, była utalentowaną i popularną pisarką, kobietą o silnym temperamencie. Napisała książkę zatytułowaną „The Hot Summer”, opisującą przeżycia jej rodziny w ich majątku na Wileńszczyźnie. Pomagała w akcji pomocy dla Polski, nagłaśniając nasze potrzeby i zbierając pieniądze na paczki itp. Podczas Tygodnia Polskiego w marcu 1944 r. pisywała artykuły w prasie, przemawiała w radiu i namawiała innych do robienia tego, korzystając ze swoich licznych kontaktów w świecie artystycznym i literackim.
Inną osobą, która bardzo nam pomogła, była Ragnhilda Olivecrona, rozwiedziona żona znanego chirurga. Należała do rodziny o nazwisku Heinz, miała wszędzie kontakty i była pełna energii i determinacji. Namówiała do działania wielu artystów bezpłatnie oddając swoje usługi naszej sprawie. Za jej pośrednictwem poznaliśmy hrabinę Ebbę Bonde z domu Wallenberg, która z kolei zapoznała nas z bratem króla, księciem Eugeniuszem: ten zgodził się być patronem „Tygodnia Polskiego” i gościliśmy go kilkakrotnie w poselstwie. Ragnhild pozostała naszą przyjaciółką w trudniejszych sytuacjach. /…/
Zmartwiła nas przedwczesna śmierć Przemysława Kowalewskiego, którego znałem w czasach Komitetu Narodowego po pierwszej wojny światowej a spotkaliśmy się w Rotterdamie w drodze do Norwegii w 1921 roku. Był ekspertem w dziedzinie handlu i przemysłu, był także przedstawicielem w Szwecji Polskich Portów i Koleji, był lubiany przez Szwedów za pogodę ducha, skuteczność i uczciwość w załatwianie spraw służbowych. Kiedy wybuchła wojna, stał się naszym Delegatem Czerwonego Krzyża. Miał wszędzie przyjaciół, i nikt nie mógł odmówić mu czegokolwiek. Jego żoną była Belgijką.
Atmosfera w naszym poselstwie była przyjemna, w dużej mierze dzięki urokowi i inteligencji Kaariny. Przez trzy lata tradycyjnie wydaliśmy przyjęcia 3 maja i 11 listopada. Było co zjeść i były drinki, na przyjęcia przychodziło wielu Polaków i obcokrajowców. Na organizowane podwieczorki dla przyjaciół przychodzili bracia Przeździeccy, Konstanty i Renaud: ten pierwszy zmarł niedawno w Sztokholmie, ten ostatni, który był ojcem chrzestnym naszego syna Piotra, zamieszkał Szwajcarii, gdzie napisał książkę o anglojęzycznej dyplomacji. Niestety, zmarł przed publikacją książki, ukazał się w Londynie (Diplomatic Ventures and Adventures) w 1953 roku.
Kaarina wprowadziła w naszym domu kuchnię fińską i francuską, nasze obiady i kolacje cieszyły się dużym zainteresowaniem. Mieliśmy też nianię dla dzieci, Annę. Miałem pozwolenie od Hackzella na zatrudnienie kolejnej służącej z Finlandii, imieniem Linea; później znalazłem jej miejsce w Danii, a mój szofer, Stefan Wypych, dostał wizę dla USA. Mieliśmy też fińską pokojówkę z Ostrobothni, zwaną Emma, która została z nami, kiedy przenieśliśmy się do Storängen. /…/
Do Sztokholmu przyjechała kolejna przyjaciółka Kaariny, Kristi Arajärvi i przebywała w poselstwie z dwiema córkami. Jej mąż, z którym później się rozwiodła, był prawnikiem Kaariny. Z Norwegii przyjechała moja kuzynka Winia Bröel Plater, gdzie była w sztabie Neumana – zostawił ją i uciekł Gestapo, więc wyszła za mąż za Szweda nazwiskiem Johanssen. Później zmienił nazwisko na Ankarhall i odniósł spore sukcesy w biznesie, ale wkrótce zmarł z powodu ropnia mózgu.
Pojawił się kolejny mój kuzyn w Sztokholmie, hrabia Tomasz Potocki, który miał pracę w firmie Ericsson w południowym Sztokholmie i chętnie spędzał letnie wakacje z nami na wyspie Röysö. Rozwiódł się ze swoimi żonami księżniczkę Lubomirską i zawarł szczęśliwe małżeństwo z Adą z domu Wolska, która była wcześniej żoną bogatego Szweda.
Wśród naszych przyjaciół był generał Zdzisław Przyjałkowski, który najpierw pracował jako drwal w jakiejś wiejskiej miejscowości, a potem został zatrudniony w zakładach elektrotechnicznych ASEA w Lidingö. Jego urocza żona Irena cieszyła się dużą popularnością w środowisku polskim i była jego czołową postacią. Przyjałkowski zastąpił mnie na stanowisku prezes Związku Polskiego, poza krótkim okresem kiedy przewodnictwo sprawował Alf Pomian.
Odwiedził mnie hrabia Eugeniusz Tyszkiewicz z żoną Olgą z Helsinek, a teraz spotkałem ich ponownie w Stockholmie. Mieli mieszkanie w Aspvik, niedaleko miasta, i hodowali kurczaki. Olga potem została krawcową, a później prowadziła sklep z modą z najmłodszą córką Olgę. Aleksandra, najładniejsza córka, wyszłam za Szweda (byłem na ich ślubie), a trzecia córka wyszła za mąż w Londynie za syna mojego przyjaciela, Witolda Szymaniaka.
Kolejną przemiłą parą byli Stanisławowie Leszczyńscy, którzy odegrali wielką rolę w społeczności emigranckiej, dopóki nie wyjechali do Brazylii. Moim dalekim krewnym, poprzez Gajeskich i Chłapowskiego, był hrabia von Engeström, potomek ostatniego Ambasador Szwecji w Polsce w XVIII wieku. Nadal jestem w bliskim kontakcie z jego żoną Mają, która mieszkała na osiedlu w Drefle. Kolejną daleką krewną jest Lita Strojna, obecnie mieszkająca USA.
Kiedy przeprowadziliśmy się do Storängen, odkryłem, że jest tu mój najlepszy przyjaciel ze Szwecji, Tadeusz Norwid Nowacki – miał niedaleko dom w Saltsjö-Duvnäs. Znał dobrze Związek Sowiecki i żywo interesował się polityką, więc prowadziliśmy długie dyskusje, chodząc tam i z powrotem pomiędzy każdym z domów. Rozmawialiśmy też o dawnych czasach, Polsce i naszych rodakach i ich różnych interesach. Nasze przyjazne stosunki nie zostały przerwane, kiedy opuściłem Szwecję, był miły i pomocny w wielu sprawach. Ich syn Alojzy jest dobrym przyjacielem moich trzech chłopców.
Kaarina i ja bardzo lubiliśmy posła Józefa Weytko, sekretarza ambasady i jego uroczą żonę Elsę. Był synem generała z Wilna, zawodowym dyplomatą, z którym pracowałem razem w Warszawie w wydziale francuskim. Był bardzo dobry w swojej pracy, ale trochę na drodze stanęli mu chorzy ludzie i został przeniesiony. Spotkał Elsę podczas służby w Sztokholmie; stworzyli czysto polskie gospodarstwo domowe w Djursholm i organizowali niezliczone imprezy, które bardzo nam się podobały. W późniejszych latach przyjechali do nas do Helsinek.
Henryk Sokolnicki
cdn