The Peasants czyli nowe odczytanie Chłopów Reymonta

Nie wszyscy być może pamiętają, że w tym roku mija dokładnie 100 lat od przyznania polskiemu pisarzowi W.S. Reymontowi zaszczytnej literackiej nagrody Nobla. Warto o tym przypomnieć, choćby ze względu na kolejną ekranizację jego najbardziej chyba znanej powieści – mowa oczywiście o tetralogii Chłopi. Nowopowstały film, pod nazwą The Peasants, wszedł na ekrany jesienią 2023 roku i wzbudził niesłychany odzew, przede wszystkim w Polsce, ale też w innych krajach.

Nie tylko ja, ale kilka generacji przede mną i po mnie, musiało siłą rzeczy zetknąć się z tą powieścią, swego czasu obowiązkową lekturą szkolną: owe cztery opasłe tomy – Jesień, Zima, Wiosna, Lato – dla niejednego ucznia stanowiły prawdziwą zmorę czytelniczą. Jak mówił reżyser wcześniejszej ekranizacji Chłopów, Jan Rybkowski, w wywiadzie udzielonym na krótko przed premierą serialu w 1972 roku: „Chłopi to powieść, która zyskała dużą sławę na świecie i jest jedną z najczęściej przekładanych, a szkoła tak ją obrzydziła naszej młodzieży, że jest bardzo mało znana w Polsce”.

No cóż, wiadomo, że narzucanie młodym ludziom pewnych dzieł literackich, zwłaszcza tych wielkich, rzadko powoduje, że są one przez nich odbierane czy doceniane tak, jak na to zasługują. Nadal zresztą trudno mówić o popularności reymontowskiej powieści wśród czytelników. W porównaniu z np. dziełami Sienkiewicza (pierwszego polskiego laureata Nagrody Nobla z 1905 r.), które nadal odkrywane są przez kolejne pokolenia, Chłopi wciąż kojarzą się z lekturą, przez którą trzeba było przebrnąć w szkole i do której w dorosłym życiu dobrowolnie nie wracano.

Jednocześnie jednak, sądząc po nowych wydaniach ukazujących się w Polsce, pewna fascynacja powieścią Reymonta utrzymuje się do dziś. Można też powiedzieć, że zainteresowanie problemami tzw. „ludu” od niedawna odżyło w najnowszej polskiej literaturze i kulturze. Wymownym przykładem tego renesansu jest właśnie oryginalna filmowa adaptacja Chłopów Reymonta, w reżyserii pary DK i Hugh Welchmanów, pod tytułem The Peasants. Ta nowa ekranizacja wyraźnie kontrastuje z niemal klasycznym już dziś serialem Chłopi z lat 70–tych ubiegłego wieku (skądinąd jednej z najpopularniejszych produkcji w historii polskiej telewizji), w którym w głównych rolach wystąpiło wielu znanych i lubianych polskich aktorów i który do dziś ma swoje stałe miejsce w sercach wielu Polaków.

Film The Peasants jest pod każdym względem krańcowym przeciwieństwem tej ekranizacji. Obaj twórcy przedstawiają życie polskiej ludności wiejskiej za pomocą technologii animacji, tj. z ręcznie malowanymi obrazami filmowymi na bazie prawdziwych aktorów. Inaczej mówiąc, literatura i sztuka spotykają się tutaj tworząc film. Dzieła malarskie nabierają życia, ludzie i zwierzęta na obrazach zaczynają się poruszać, drzewa kołyszą się na wietrze, wiatr i deszcz stają się realne, podobnie jak zmieniające się pory roku. Każda pojedyncza rama jest obrazem. Dzięki sztabowi malarzy i animatorów, korzystających z technologii animacji, obrazy olejne stają się ruchome, z całym morzem malarskich inspiracji w tle. Film wymagał de facto ręcznego pomalowania około 80 000 małych klatek, inspirowanych twórczością młodych polskich artystów z przełomu XIX i XX wieku.

Do realizacji tego niezwykłego filmu wykorzystano kilkadziesiąt tysięcy obrazów olejnych, dzieło zadziwiające i żmudne, które – niestety – może docenić głównie polski widz: animacja oparta jest na obrazach czołowych polskich artystów z okresu Młodej Polski, które są bardzo dobrze znane większości Polaków, m.in. Józefa Chełmońskiego, Leona Wyczółkowskiego, Józefa Rapackiego, Juliana Fałata czy Jana Stanisławskiego – żeby wymienić tylko kilku z kilkudziesięciu. Śmiało można powiedzieć, że jest to wspaniała uczta duchowa, nie tylko wizualna, ale i muzyczna. Pytanie tylko, czy film ten, bez tych wszystkich kulturowych odniesień, rzeczywiście trafił do odbiorców poza granicami Polski. Bo o ile widzowie polskiego kina rozpoznają zdecydowaną większość z tych znanych obrazów, o tyle owe dzieła sztuki są m.in. szwedzkim widzom niemal nieznane, żeby nie powiedzieć zupełnie obce.

W ten sposób przepada niestety cały ogromny wymiar tej kreacji, co oczywiście wpływa na ocenę filmu. Mało entuzjastyczne czy wręcz negatywne recenzje szwedzkie (i inne recenzje spoza Polski) wyraźnie pokazują, że nie wszystkim spodobała się ta animowana chłopska wersja. „The Peasants to strata wysiłku, funduszy i talentu” – napisała recenzentka w Uppsala Nya Tidning i przyznała filmowi tylko jedną z pięciu możliwych gwiazdek.  Większość szwedzkich recenzji wystawiła ocenę trzy gwiazdki, czyli ok. Nikt jednak nie pokusił się o bardziej szczegółowe informacje na temat polskich twórców i ich malarskich dzieł, na których oparta jest animacja filmu – szkoda wielka.

Podobnie było z niektórymi recenzjami zagranicznymi, z których najbardziej negatywną była ocena w „The Irish Times”: „Ta polska opowieść o seksie w stogu siana i spektaklach z kapustą, to strata farby! Do realizacji filmu wykorzystano czterdzieści tysięcy obrazów, co jest zdumiewającym i żmudnym wyczynem, który można porównać do malowania szminką świni”. Jak widać bardzo to protekcjonalna i niesprawiedliwa ocena, niezależnie od tego, jak postrzegano samą animację jako ideę, ale pokazuje też, jak trudno jest dotrzeć do odbiorców spoza innych niż własne ram kulturowych.

W Polsce też pojawiły się negatywne recenzje, ale zdecydowana większość widzów była zachwycona nową adaptacją Chłopów. Niedawno, 4 marca, w Teatrze Polskim w Warszawie, odbyła się 26 Gala Polskich Nagród Filmowych, podczas której wręczono „Orły”, czyli polską Narodową Nagrodę Filmową. Jednak wbrew oczekiwaniom film The Peasants otrzymał tylko dwa odznaczenia: za najlepszą muzykę (Łukasz Rostkowski), ale za to, co było do przewidzenia, zaszczytną Nagrodę Publiczności. Kolejnym wymiarem, który częściowo zanikł w trakcie pokazu filmu w Szwecji, było tłumaczenie polskiego tekstu, opartego w dużej części na dialekcie. Zawsze trudno jest przetłumaczyć jeden dialekt na inny, ale w kilku miejscach tłumaczenie było niedbałe lub wręcz błędne. Miejmy nadzieję, że żaden ze szwedzkich widzów na to nie zareagował, mimo kilku wręcz całkowicie mylących fragmentów przekładu.

Jest jednak jeden wspólny aspekt, który poruszano w większości recenzji, zarówno polskich, jak i zagranicznych: w filmie, w przeciwieństwie do powieści Reymonta, to nie na wiosce i jej ludności skupia się główny przekaz filmu, ale na Jagnie i jej losie. Bo jest to przede wszystkim poruszająca opowieść o młodej chłopce, która staje się ofiarą przemocy seksualnej i okrucieństwa patriarchatu. Kobiecy świat wykreowany wcześniej przez Reymonta ukazany jest tu z innej, bardziej współczesnej perspektywy: piękna i utalentowana artystycznie dziewczyna nie chce podporządkować się surowym, wiejskim regułom moralnym. Chce tworzyć, chce kochać i nie chce wychodzić za starego wdowca Borynę. Niestety, nie ma wyjścia – wszystko rozstrzyga się ponad jej głową. Ponadto swoją piękną aparycją i odbiegającym od społecznych norm zachowaniem prowokuje prawie wszystkie kobiety we wsi, które bezustannie ją oczerniają, niezależnie od tego, czy jest to uzasadnione czy nie. Kobiety w jej otoczeniu są okrutne i bezwzględne, wciągają też niemal wszystkich mężczyzn w tę nagonkę. I to one w końcu dokonują najokrutniejszego ze wszystkich czynów, kiedy zdzierają z Jagny odzież, opluwają ją, biją, wywożą na wozie z gnojem i wyrzucają nagą poza krańce wioski.

Należy podkreślić, że sytuacja Jagny nie była wyjątkowa – struktury patriarchalne istniały wówczas zarówno na obszarach wiejskich, jak i miejskich, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Co gorsza, w wielu krajach istnieją one do dziś. Ale w interpretacji reżyserów jest to nie tylko opowieść o zakazanej miłości i innych destrukcyjnych związkach miłosnych (motyw/topos znany w literaturze od zarania), w które wciągnięta zostaje młoda dziewczyna, nie tylko też o uprzedmiotowieniu kobiet, ale przede wszystkim o nietolerancji i procesie społecznego ostracyzmu, czyli o tym, jak rodzi się nienawiść i do jakiego stopnia zaślepia ona i odbiera trzeźwy osąd.

Jest to głęboka epicka opowieść, w której ludzie działający w grupach stają się przerażająco okrutni. I – co też trzeba wziąć pod uwagę – to właśnie nienawiść kobiet i ich bezwzględne zachowanie niszczy Jagnę, według nich „zakałę” wiejskiej społeczności, ”szmatę, sukę, dziwkę, puszczalską” – te epitety padają pod jej adresem cały czas. W powieści Reymonta jej losy, w tym i niewiadoma przyszłość, są niesłychanie tragiczne, ale – jak na ówczesne standardy moralne – Jagna, owa wiejska i swoista femme fatale – poniosła zasłużoną karę.

W nowym filmie Jagna nie jest jednak postrzegana jako uwodzicielka i kusicielka, ale jako ofiara pierwotnej brutalności wsi, wrogości i zaciekłości nienawistnego tłumu, który nie waha się użyć przemocy w postaci linczu, aby wyegzekwować i usankcjonować wspólne od wieków zasady społeczno-moralne wioski. Jednocześnie ostatnia, finałowa scena filmu, pozostawia miejsce na promyk nadziei: obfity deszcz zmywa, dosłownie i symbolicznie, upokorzenie Jagny i daje nadzieję na nowy początek. Jest to chyba największa zmiana w stosunku do zakończenia książki Reymonta i choćby dla niej – niezależnie od tego, czy się lubi animowane filmy czy nie – warto zobaczyć ekranizację tej liczącej sobie dzisiaj ponad 100 lat powieści, od dawna w końcu należącej do kanonu polskiej klasyki literatury.

M. Anna Packalén Parkman

 

Lämna ett svar