Film Ryszarda Solarza o Salimie jest filmem niezwykłym. Nie jest to, ani film dokumentarny sensu stricto, ani film fabularny. Historia, którą opowiada jest zarazem zupełnie prosta i niezwykle skomplikowana. Niczym arabski gobelin. Salim, Pakistańczyk, który mieszka w Sztokholmie dochodzi do wniosku, że żona z którą jest nie odpowiada mu dłużej. Odsyła ją więc do rodziny, a po jakimś czasie sam udaje się w poszukiwaniu nowej żony do Pakistanu.
Tu w Sztokholmie Salim żyje skromnie, jako nieźle już zaaklimatyzowany cudzoziemiec, kontroler biletów na stacji Metra. W swojej ojczyźnie przyjmowany jest jak książę z bajki. Rodzina, u której się zjawia, przyjmuje go jak bogacza. Nie ma w tym nic niezwykłego. Salim przybywa ze wspaniałego świata, w którym Pakistańczyk – tak obrotny jak Salim – może przedzieżgnąć się w prawdziwego Pana. I Salim nie zawodzi oczekiwań otoczenia. Mówi, porusza się, kroczy po zapyziałych ulicach, załatwia sprawy związane ze ślubem z niesłychana dystynkcją i gracją. Nie ma w tym nic niezwykłego. Oto odbywa się wspaniałe wesele o tajemniczym rytuale. Ślepy muzyk przygrywa na pianinie starodawne melodie w rytmie samby. Historia rozwija się niczym horror.
Najdziwniejsze w tym filmie jest to, że większość scen filmu jest prawdziwa, że reżyser pochodzi z Polski, a Szkołę Filmową ukończył w Londynie. Jest producentem, reżyserem, operatorem, a nawet dźwiękowcem swoich własnych filmów. Większość z nich pokazywana była w Szwedzkiej Telewizji.
”Salims kvinna” (Kobieta Salima) jest filmem właściwie o samotności. Salim wszędzie jest nie u siebie. Zarówno w pseudo luksusowym hotelu w Pakistanie, jak również w budce biletera w sztokholmskim Metrze. Najbardziej sobą jest chyba w roli aktora grającego samego siebie. Kim jest Salim? Salim chce być szczery wobec samego siebie.
Kobieta z Pakistanu znika. Pierwsza kobieta Salima wraca z dzieckiem na ręku. Salim doczekał się syna. Czy będzie szczęśliwy?
Ryszard Solarz pokazuje subtelnie i pięknie człowieka oszołomionego nadmiarem możliwości, wszędzie osamotnionego. Podejrzanego w każdym ze światów. Solarz sfilmował historię prawdziwą, tak prawdziwą, że widzowi nawykłemu do kinowej bujdy ciarki chodzą po krzyżu, kiedy ją ogląda. Historia i bohater stają się jednocześnie w oku kamery i w oku widza. Prawdziwy ślepy grajek, prawdziwa narzeczona, prawdziwy ojciec, prawdziwi goście weselni. I tylko Salim prowadzony na sznurku przez reżysera.
Nie jest to pierwszy film Solarza tak starannie zrobiony, tak umiejętnie współpracujący z postaciami filmu i widzem. Pokazujący życie ludzkie jako los, z którym nie zawsze można walczyć, ale który zawsze jest niezwykły. Los Salima, los Cygana wracającego do Polski, los górników w zamkniętej kopalni…
Postacie jego filmów pokazane są bez żenady, z ufnością, ale również bez naturalizmu, nihilizmu, epatowania niezwykłością. Niezwykły jest tylko zawsze punkt wyjścia historii: zamknięcie kopalni, dyrygent Symfonicznej Orkiestry odchodzący na emeryturę, młody Cygan pragnący odszukać swoje dalekie dzieciństwo, Salim w poszukiwaniu młodości, spotkanie Szostakowicza ze Stalinem…
Dokument, który stał się fikcją. Jak będą wyglądały fikcje Salima? Tu nie oko kamery pokazuje prawdę. Tu reżyser pokazuje w jaki sposób poszukuje on prawdy o ludziach przy pomocy kamery.
Mim