Szwedka z polskim sercem

Jest w Sztokholmie cmentarz, w dzielnicy Solna, a na nim wydzielona część katolicka. Jest w tej części zwykła tablica nagrobna, a na niej napis: Elna Gistedt-Kiltynowicz. Mało kto wie, że spoczywa tu primadonna Operetki Warszawskiej z lat międzywojennych, rodowita Szwedka, która zjawiła się w Polsce na dwutygodniowe tournee na początku lat dwudziestych, a pozostała w niej… 22 lata. Przeżyła zatem okres niepodległości, a potem tragiczne czasy wojenne.

Elna Gistedt zmarła w Sztokholmie 25 października 1982 roku. Wraz z jej śmiercią odszedł zgiełk triumfalnych występów u boku takich znakomitości minionej epoki, jak: Mieczysława Ćwiklińska, Wiktoria Kawecka, Wincenty Rapacki, Ludwik Sempoliński i wielu innych. Lecz nie w aurze świetności tych czasów pochylam się nad rozśpiewaną i roztańczoną Elną, ale nad jej wspaniałym, gorącym sercem.

W marcu 1943 roku Elna Gistedt dokonała czynu niezwykłego. Na wieść o tym, że Niemcy skierowali transporty dzieci z Zamojszczyzny do Warszawy – postanowiła natychmiast te dzieci wykupić. Wypożyczyła z ambasady szwedzkiej ciężarówkę i pojechała nią na Lubelszczyznę. Niemcy akurat ładowali płaczące dzieci do bydlęcych wagonów. Nie od razu chcieli je odsprzedać. Przekonała ich dopiero zawrotna suma. Zgodzili się tylko na chore dzieci. “One i tak już nie istnieją – powiedział jeden z oprawców – jadą na rozstrzelanie”. W ten sposób Elna uratowała życie 34 dzieci. Szczegóły tego zdarzenia znane są również dzięki Czesławowi Listwoniowi, który znał Elnę osobiście.

Czesław Listwoń mieszka w Szwecji od lat, w skromnym lecz pełnym uroku mieszkaniu, będącym niejako scenografią jego duszy. Spośród licznych pamiątek, wśród których również pieczołowicie przechowuje oryginalne zdjęcie Grety Garbo – wyciąga unikatowe nagrania Elny Gistedt. Wsłuchując się w ciepły sopran primadonny – wyobrażam ją sobie nie na scenie operetki, gdzie święciła triumfy, lecz na platformie owej ciężarówki, która wiozła polskie dzieci. Tu stworzyła kreację największą i najtrudniejszą ze wszystkich. Kreację prawdziwego człowieka. W tragedii, bo tak nie bez powodu przecież zatytułowała swoje wspomnienia – “Od operetki do tragedii”.

Pan Czesław był pośrednikiem w tłumaczeniu książki Elny Gistedt ze szwedzkiego na polski. Odwiedzał często autorkę w sztokholmskim domu starców Betaniastiftelsens Sjukhus, gdzie przebywała u schyłku swego życia. Dzięki jego pomocy oraz na skutek usilnych zabiegów prof. Tadeusza Siverta z Warszawy, z którym był w ciągłym kontakcie, książka Elny ukazała się po polsku w 1982 roku. Te niezwykle fascynujące wspomnienia szwedzkiej gwiazdy Operetki Warszawskiej przełożyła znakomicie Maria Olszańska. Pan Czesław wspomina, że Elna ubolewała nad wykreśleniem przez ówczesną komunistyczną cenzurę niektórych fragmentów wspomnień. No cóż, z pewnością nie taka Polska marzyła się Elnie, kiedy w czasach wojny włączyła się czynnie do walki z Niemcami.

Wiedziony ciekawością dotarłem w Bibliotece Miejskiej w Sztokholmie do oryginalnej wersji wspomnień w języku szwedzkim. Bardziej od bicza cenzury polskiej zaszokował mnie fakt, że jak wynika z karty bibliotecznej, jestem dopiero … drugim czytelnikiem tej książki. Czyżby Szwedów niewiele obchodziło bogate i szlachetne życie ich krajanki? Prof. Tadeusz Sivert tak opisuje jej postawę podczas okupacji hitlerowskiej:

Elna Gistedt, czując się Polką, ale jednocześnie mając jednak świadomość, że jest cudzoziemką, nie tylko nie opuszcza Warszawy prawie do ostatniej chwili zmagań z okupantem, ale włącza się czynnie do całej akcji dramatycznej okresu wojny (…). Zdaje sobie sprawę, że jako obcokrajowiec może liczyć na pewne prerogatywy ze strony okupanta, dzięki którym stanie się pomocna Polakom w ich walce z wrogiem, czuje się przez to potrzebna. Taką też rolę przyjmuje na siebie zakładając kawiarnię “U Elny Gistedt” na Nowym Świecie 18. Ratuje w ten sposób swoich kolegów nie godzących się pracować dla Niemców.

Zacytujmy tu jej słowa:

Wiedziałam, że tu jest moje miejsce, że będę potrzebna, aby pomagać ludziom ( … ), to był mój obowiązek.

Elna – nieoczekiwanie dla fanów “Listy Schindlera” – jawi się jako nowy temat do filmu. Kto go podejmie? Czy będzie to szwedzka reżyserka Marianne Ahrne, lubująca się w oryginalnych i ulotnych historiach? Kto nakręci film o tej niezwykłej Szwedce, dla której Polska była drugą ojczyzną, może nawet droższa niż prawdziwa?

Elna Gistedt, po mężu Polaku Kiltynowicz, dokończyła swego żywota w jednym ze sztokholmskich domów starców Betaniastiftelsens Sjukhus. Siostra Britta, z którą chciałem porozmawiać na jej temat, niewiele mogła mi o niej powiedzieć. Owszem wie, że była kiedyś gwiazdą. Ale tu, w tym ekskluzywnym co prawda domu – nie ma miejsca dla gwiazd. Tu zapewnia się jedynie dobrą opiekę niezdarnym i osamotnionym staruszkom.

Właśnie obok mnie, któraś z sióstr popycha przed sobą wózek inwalidzki. Siedzi na nim nieruchomo wiekowa staruszka. To rosyjska arystokratka – Edith Duensing. Ta pamięta Elnę. Kto zapamięta Edith?

Warto się pochylić nad przeszłością starych ludzi i ocalić od zapomnienia żywe perły ich uczynków, aby mogły wzbogacić i nasze życie. Kimkolwiek jesteś, zajrzyj czasem przechodniu na cmentarz w Solnej. Pochyl z szacunkiem głowę nad prochami artystki operetkowej, która odważyła się zagrać jedną z głównych ról w polskiej tragedii.

Adam Gromadzki

Tekst publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w numerze 15/2011

Lämna ett svar