Słoń a sprawa polska

Pierwsza wojna zaowocowała wybitnymi dziełami literackimi. Jak, pisany w latach 1926 – 1954, sześcioksiąg Arnolda Zweiga: Wielka wojna białych ludzi czy nieśmiertelne dzieło Ericha Marii Remarque’a Na Zachodzie bez zmian (Im Westen nichts Neues). Pseudo dokumentalna  trylogia Aleksandra Sołżenicyna to też piękna literatura, ale tylko literatura.

Odmiennie ma się sprawa z trylogią, wspomnianej w poprzednim odcinku (NGP 13/329), pracy profesor Barbary Tuchman. To niewątpliwie wybitna praca badawcza. Barbara Wertheim – Tuchman w dużej mierze była predestynowana do napisania tego dzieła. Wychowana w renomowanym instytucie dla panien czyli, w prowadzonym w regule niemieckiej, Radciliffe College skończyła później socjologię polityczną na Uniwersytecie w Ohio. Po skończeniu  studiów zajęła się dziennikarstwem. Była korespondentką wojenną w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Z tych racji została w czasie II Wojny Światowej powołano do zespołu prowadzącego „czarną propagandę” przeciw Niemcom. Udostępniono jej tajne dokumenty z archiwów dotyczące Pierwszej Wojny. Chodziło o uwypuklenie kompromitujących Niemcy faktów oraz przesadnie relacjonowanych swego czasu „niemieckich okrucieństw” związanych z pogwałceniem przez armię niemiecką neutralności Belgii i Holandii. Niedawno w NGP Aleksander Kwiatkowski pisząc o Svenie Hedinie zwraca słusznie uwagę na to, że Hedin, będąc korespondentem wojennym w czasie Pierwszej Wojny, „zdecydowanie zwalczał – jak dziś wiemy błędne  – pogłoski o niemieckich okrucieństwach wobec ludności cywilnej” (w Belgii podczas tej wojny). Po rosyjsku nazywano to „zwierstwami”. Prasa moskiewska i piotrogracka  pełna była soczystych opisów tych „zwierstw”. Mieczysław Pawlikowski w swoich wspomnieniach pisze, że ostatnie „zwierstwo” niemieckie to było nie zajęcie przez Niemcy Piotrogradu (Petersburga) po przewrocie bolszewickim. A Niemcy mogli to zrobić. Podobnie, jak i Finowie. Marszałek Mannerheim (tak jak i Piłsudski) uważał, że nie należy pomagać Białej Rosji, bo ta po zwycięstwie nie zgodzi się na niepodległość byłych prowincji. Natomiast bezhołowie bolszewickie osłabi Rosję na zawsze. Ci wielcy mężowie stanu pomylili się wielce.

A wracając do pani Tuchman. Zgodnie z założeniami wykorzystywała, czasem i w złej wierze, osiągnięcia propagandy alianckiej z czasów Pierwszej Wojny. Przy okazji zapoznała się z dokumentami stawiającymi w złym świetle i aliantów. Między innymi wpadły w jej ręce dokumenty związane z angielską prowokacją znaną dziś dzięki jej książce, jako Telegram Zimmermanna. Była to historia sfałszowania tekstu przejętej przez wywiad brytyjski niemieckiej depeszy i przekazania jej Amerykanom w celu wciągnięcia USA do wojny. Naturalnie, pani Tuchman, wówczas nie mogła tego wykorzystać. Dopiero po kilkunastu latach, w 1958 roku profesor Tuchman wydała książkę na ten temat The Zimmermann Telegram. Jest to trzeci tom jej głośnej trylogii. Później wydała tom drugi The Guns of August   (Sierpniowe salwy) i wreszcie tom pierwszy The Proud Tower tytuł polski tej książki Wyniosła wieża nie ma sensu, bo każda wieża jest wyniosła. Chodzi naturalnie o dumną wieżę. Jak wiernie przetłumaczyli to Szwedzi na Det stolta tornet. W każdej szwedzkiej bibliotece trylogię Barbary Tuchman można wypożyczyć i przeczytać. Naprawdę warto. Szczególnie z okazji stulecia wybuchu Pierwszej Światówki. W Bibliotekach polskich można też wypożyczyć bliźniaczą pracę Stanisława Mackiewicza p.t.  Europa in flagranti. Obie prace były pisane podobną techniką. Zarówno pani Tuchman, jak i Mackiewicz w dużej mierze posługiwali się ówczesną prasą. Sprawdzali co danego dnia pisano w stolicach państw zaangażowanych w Wielką Wojnę. Z tym, że Mackiewicz po za niemieckim i francuskim znał także doskonale język rosyjski, a z angielskim sobie radził. A pani profesor Tuchman nie znała w ogóle rosyjskiego. Starszy o 14  lat od niej Stanisław Mackiewicz miał lat 16 gdy wojna wybuchła i był świadomym jej uczestnikiem. Wacław Zbyszewski uważał, że gdyby Mackiewicz pisał w jakimś ogólnie dostępnym języku a nie po polsku to jego eseje historiozoficzne zrobiły by światową karierę i przyćmiły pisarstwo takich autorów, jak Barbara Tuchman. Zgadzam się całkowicie z jego zdaniem.

A sprawa Polska? Mój wielki dyrektor Jan Nowak – Jeziorański bardzo lubił dziewiętnastowieczną (rzekomo autentyczną) anegdotę. Otóż w jakieś międzynarodowej szkole w Szwajcarii uczniowie mieli napisać wypracowanie na temat słoni. Polak napisał elaborat: „Słoń a sprawa polska”. Niektórym naszym rodakom wydaje się, że cały świat się kręci wokół nas. A dodatkowo wierzymy, że przez ponad stulecie porozbiorowej niewoli cały świadomy naród nie robił nic innego, a tylko spiskował w celu odzyskania niepodległości. Owszem były momenty wielkiego zaangażowania czy to w czasie wojen napoleońskich czy też wielkich powstań. Jednak klęski tych powstań, szczególnie styczniowego z 1863 roku, spowodowały zmianę nastrojów do tego stopnia, że Piłsudski czy Studnicki musieli swoje plany niepodległościowe serwować Narodowi w opakowaniu socjalistycznym. A Dmowski w nacjonalistycznym.

W przededniu Pierwszej Wojny Polacy w swojej większości byli lojalni w stosunku do zaborców. Złożyły się na to: wygrana przez Polaków wojna ekonomiczna w zaborze pruskim, liberalizacja po rewolucji 1905 roku i Manifest Mikołaja II oraz uzyskanie przez Galicję autonomii. Tu warto dodać, że sytuację tę we wszystkich trzech zaborach stworzyli Polacy. Polskie Koło w Wiedniu, polscy księża i przemysłowcy w poznańskim i nie ma co ukrywać „polscy terroryści” z Frakcji Rewolucyjnej Polskiej Partii Socjalistycznej, którymi podczas rewolucji 1905 kierował Towarzysz Ziuk czyli Józef Piłsudski.

Ściśle współpracujący z Piłsudskim, działacz niepodległościowy, Michał Sokolnicki w swojej monografii Rok Czternasty (Londyn 1961) tak oceniał ówczesną sytuację: „Dla nas Polaków, punktem wyjścia oczekiwań i podstawą wniosków był fakt, że wojna miała przeciwstawić po raz pierwszy od 150 lat jedne drugim, cesarstwa wschodniej Europy, mocarstwa, które dokonały między siebie podziału Polski. (…) Konflikt mocarstw rozbiorowych prowadził wprost do przywrócenia sytuacji sprzed 1762 roku, do rozgrywki między pruskimi Niemcami, a carską Rosją”. Stwarzało to bardzo dogodną sytuację dla postawienia na forum światowym „Sprawy Polskiej”. Ale, jak słusznie zauważa dalej Michał Sokolnicki: „Opinia Koła Polskiego, ministrów polskich Korony habsburskiej i tych polskich czynników, jakie mogły mieć głos w Wiedniu, była mniej więcej następująca: wojna toczyć się będzie na ziemiach polskich i spowoduje w szerokich rozmiarach zniszczenie kraju, połączone ze stratami gospodarczymi; Polacy, będący jako masa lojalnymi podanymi państw zaborczych, wejdą w skład ich armii i w armiach tych staną naprzeciw siebie jako wrogowie. Wskutek czego przelana zostanie obficie, w dużej części przez Polaków, krew polska”. Jak wiemy tak źle nie było. Z tą lojalnością było różnie. To wprawdzie Czesi wymyślili Szwejka, ale i nasi nie byli gorsi. Wiedzą o tym czytelnicy książki i widzowie filmu o C.K. dezerterach. A obłędna próba wywołania, w sierpniu 1914, powstania w zaborze rosyjskim nie powiodła się. Rozsądni Polacy z Kielc i okolicy nie chcieli ginąć w z góry przegranej walce. Sokolnicki sprawie nieudanego marszu na  Kielce poświęca obszerny akapit w swojej pracy. Ówczesna postawa mieszkańców Priwiślańskiego Kraju ukształtowała się na skutek pamięci o Powstaniu Styczniowym. Podobnie, jak klęska Powstania Warszawskiego zaważyła na postawie Polaków w październiku 1956. A wtedy mogło skończyć się, jak na Węgrzech.

Karol Zbyszewski, we wspomnianej już w poprzednim odcinku, szkicu o zgodzie (Zgoda będzie zgubą) pisze tak: „Przez 124 lata niewoli Polacy marzyli o niepodległości i pomstowali na niezgodę. Odzyskanie niepodległości w roku 1918 było naszym szczytowym sukcesem politycznym tych 124 lat. Nigdy nasza niezgoda nie była większa niż w przededniu tego sukcesu! Polacy dzielili się podczas pierwszej światówki na orientację rosyjską, austriacką i niemiecką. Byli aktywiści i umiarkowani. Paderewski stawiał na Wilsona (prezydenta USA), Studnicki na Wilhelma II (cesarza Rzeszy Niemieckiej), Lednicki na Kiereńskiego (premiera liberalnej republiki rosyjskiej przed przewrotem bolszewickim). Była polska armia we Francji, i w Rosji, i u boku Austrii. Jedni Polacy wypraszali manifesty u Mikołaja Mikołajewicza (krewnego Mikołaja II, wodza naczelnego armii rosyjskiej), inni u dwóch cesarzy. Był N.K.N. (Naczelny Komitet Narodowy) i był Piłsudski. Tu generał Haller, tam generał Dobór – Muśnicki, ówdzie P.O.W.(Polska Organizacja Wojskowa), Rada Stanu, Rada Regencyjna w Warszawie, Komitet Narodowy w Paryżu. Wszyscy się nienawidzą, wymyślają sobie od durni, sprzedawczyków i wariatów”. Tu jednak warto dodać, że ci poważnie ze sobą skłóceni ludzie, jednak w sprawach ważnych współpracowali ze sobą skutecznie i owocnie. Karol Zbyszewski pisze dalej tak: „Tymczasem ta rekordowa niezgoda była jedyną rozumną, właściwą polityką. Nikt nie wiedział jak się wojna skończy, jak się potoczą wypadki. Stawiano na wszystkie konie, trzymanie się wszystkich klamek było jedyną sensowną metodą. Ktokolwiek był górą – wnet jacyś Polacy piszczeli w przedpokoju: „Myśmy my tu zawsze stali przy tobie”. Jasnowidztwo istnieje tylko w budach jarmarcznych, nigdy w polityce. Gdy możni tego świata biorą się za łby, słabi muszą się dzielić na tyle partii ilu jest możnych. Potem ci, co stali przy możnym który zwyciężył, wytargowują u niego co się da i ratują pozostałych. W nagrodę za niezgodną – ale praktyczną – politykę Polaków w czasie pierwszej światówki spadła na nich niepodległość”.

Naturalnie autor tu trochę ironizuje. Ale jak spojrzymy na wynik drugiej  światówki, w której Polacy stali ofiarnie i lojalnie po jednej tylko stronie i zostali przez tę stronę zdradzeni z wiadomym skutkiem. To kto wie czy nie należy słów Karola Zbyszewskiego traktować śmiertelnie poważnie. Szczególnie, że skłócone ze sobą polskie formacje nie starały się z sobą konkurować w ilości przelanej polskiej krwi. I starały się bardzo oszczędnie tą krwią gospodarować.

Obłędne zawołanie z drugiej wojny: „Imperium, jak powstanie to tylko z naszej krwi” i „tym Polska będzie większa im więcej jej krwi oddamy”. Mówią same za siebie. Dopiero po bitwie pod Monte Cassino nadeszła refleksja: „I tylko maki na Monte Cassino czerwieńsze będą od polskiej krwi”. I nic więcej.

Wspomniane w poprzednim odcinku dzieło profesora Rudolpha Stratza Der Weltkrieg zaopatrzone jest w szereg tablic uczestników Wielkiej Wojny. Są to głowy koronowane, marszałkowie i generałowie oraz trzech debiutantów Mussolini, Hitler i Piłsudski. Czyli ludzi, którzy na skutek tamtej wojny odegrali olbrzymią rolę w okresie powojennym. Książka wydana była w początku lat trzydziestych. Czyli wtedy, gdy Hitler był jeszcze mało znanym agitatorem, a Mussolini i Piłsudski już przewodzili swoim narodom.

Poza autorami i tytułami, prac na których się opieram, nie podaje bliższych danych wydawniczych, bo w dobie Internetu, Googla itp. Jest to zbędne.

Ludomir Garczyński-Gąssowski           

Tekst publikowany był w NGP w 2014 roku.

Lämna ett svar