ANNA WINNER: Mychajło spod Lwowa

Słuchając Putina, który zatwierdzał  drugi (po Krymie) rozbiór Ukrainy, sięgnęłam po wydaną w 2014 roku w wydawnictwie Polihymnia w Lublinie moją najcieńszą książkę, ale za to mającą najdłuższy tytuł: ”Nieprzewidziane skutki złamania nogi, czyli STOCKHOLM TAXIDRIVERS”. Zamieściłam w niej opowiadania taksówkarzy. Jednym z nich był Mychajło.

Od pięciu już minut miałam być na dole. Trochę zbyt długo grzebałam się tego rana, później winda była zajęta. Zdenerwowałam się na samą myśl, co będzie, gdy się okaże, że jest zepsuta! Nie zeszłabym z chodzikiem i zagipsowaną nogą po krętych schodach z dziewiątego piętra. Na szczęście nareszcie nadjechała, ale moja irytacja drzemała gdzieś ukryta.

Taksówka już oczywiście czekała. O drzwi oparty stał postawny grubokościsty mężczyzna o wybitnie słowiańskich rysach: kości policzkowe szeroko rozstawione, duże, niebieskie oczy, siwiejąca blond czupryna wystająca spod czapki zsuniętej na tył głowy. Nos prosty, usta duże, skore do śmiechu.

– Przepraszam, że musiałeś czekać- zaczęłam się niepotrzebnie tłumaczyć.

– Dień dobryj – ty Polka, prawda? – powiedział z ruska.

– Polka – odburknęłam.

Mimo moich protestów trochę niedelikatnie „wepchnął” mnie na tylne siedzenie.

Wot kulturnij narod – pomyślałam. Siedziałam opierając się o boczną szybę z prawą nogą położoną na siedzeniu. Było mi bardzo niewygodnie. Czułam jak narasta we mnie wrogość do tego człowieka.

-Mamy samkörning [1]– nu, wiesz my musieć jechać po drugi pasażer, co ma siedzieć na przodzie – powiedział łamanym szwedzkim.

– Co ty opowiadasz? Moja firma wykupiła abonament tylko dla mnie.

– To z nimi rozmawiaj. Tak mi prikazano „job twaju mać”!- zaklął pod nosem  po rosyjsku –  Zdenerwowana odpaliłam:

– Ty swoju matiu możesz tak zwat’!

– O!  Gawarisz po ruski? – zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy.

– Niet,  tolko niemnożko –  i przechodząc na szwedzki ze złością zapytałam:

– Jak możesz jeździć taksówką nie znając dobrze szwedzkiego?

– A mogę! – przeszedł na ten swój łamany szwedzki – Mam papiery i zdałem test! – wskazał ręką wizytówkę umieszczoną na przedniej szybie: w lewym rogu była jego podobizna i napis: Mychajlo Ihnatiuk , dalej numer licencji.

– Ty chyba to kupiłeś  –  powiedziałam.

– Kupiłeś,.. od razu kupiłeś. Ty przecież Polka, to jak krajanka i nie musisz się dziwić. Miałem ważne prawo jazdy ze Lwowa, to i uznali. A uczyć się szwedzkiego, to trzeba czasu. Na wszystkich postojach studiuję słownik. To nie jest łatwo jak się ma pięćdziesiątkę i musi się pracować, żeby utrzymać rodzinę – zrobiło mi się go żal i moja irytacja ulotniła się. Zobaczyłam, że na urządzeniu przypominającym mały komputer wystukuje jakieś kody. Pewnie informujące centralę, że już jedzie.

– Od dawna jesteś w Szwecji?

– Od 1990 roku – powiedział spoglądając na mnie trochę nieufnie.

– A wy od kiedy?

– Od grudnia 1981.

– Wam było łatwiej. W Polsce była ta wasza „Wojna Jaruzelska”, to Szwedzi pewnie nie robili wam problemów z pozostaniem. Bo oni biorą tylko z wojny. Taki mają prykaz z ONZ.

– To nie jest takie proste. Szwecja wciąż ma „przydziały” na przyjmowanie uchodźców, ale teraz częściej udziela pomocy na miejscu konfliktów i nie bierze już tylu ludzi.

– Nie musisz mi „szklić”. Ja wiem swoje. Dostać się do tego „raju” można jak ma się pieniądze – i tyle! Szwedzi nabierają tu czarnuchów, którzy zapłacili „naganiaczowi” za zorganizowanie im papierów uchodźczych.  Somalijczyków i Etiopczyków i innych analfabetów, leni żyjących cały czas na zapomogach. Dają im mieszkania, pieniądze na umeblowanie, opłacają bilety, szkoły. A nie przyjmują ludzi, którzy chcieliby się tu osiedlić,  normalnie żyć, zarabiać, płacić podatki i pomnażać dobrobyt Szwecji.

– Upraszczasz, gdyby wszyscy, co chcą …- przerwał mi gwałtownie.

– Nie musisz mi robić wykładu. Oni tacy są, bo ta ich cała pomoc, to pozory,  które mają im poprawić samopoczucie. Zresztą chyba wiesz dlaczego mają kaca moralnego. Wiesz co to za naród. Was też najechali i złupili doszczętnie. A nas? Całą wielką Rosję i Ukrainę zagrabili. Wozami wywozili łupy wojenne.

– Ależ to było w siedemnastym wieku…

– Ale pamięć o tym trwa. U nas jeszcze do dziś po wsiach matki straszą dzieci Szwedem.

– To dlaczego wyemigrowałeś właśnie do Szwecji?

– A gdzie miałem wyemigrować? Do Niemców? Toż to jeszcze większa swołocz. No chyba tylko do Kanady. Tam może by mnie przyjęli, gdybym był młodszy, bo tam jest dużo Ukraińców. Próbowałem. Ale byłem „nierozwojowy”,  nie miałem dzieci.

– No to jak dostałeś się do Szwecji?

– A musimy o tym mówić? Ja wiem, że ty spisujesz historie taksówkarzy, a ja chcę ci opowiedzieć o czymś innym, a nie o tym jak tu się dostałem. Chcesz posłuchać?

– Oczywiście.

– No więc trochę o mnie: urodziłem się w 1944  roku w dużej wsi zwanej Welikie Kołodno – popatrzył w lusterko wsteczne i chyba zobaczył, że nazwa zrobiła na mnie wrażenie, bo dodał – to niedaleko od Lwowa.

– Tak, wiem. – Nie powiedziałam mu, że podczas wojny moja rodzina ukrywała się na tych terenach i że ja się tam urodziłam. Ojciec, zawodowy oficer, lekarz weterynarii, znający dobrze ukraiński, bojąc się denuncjacji i losu innych oficerów straconych w Katyniu – po klęsce wrześniowej przyjął posadę wiejskiego lekarza w Kłodnie… Uciekli stamtąd dopiero gdy Ukraińcy zaczęli mordować Polaków, w czasie rzezi wołyńskiej w 1943-m. Ale to fragment mojej historii, a ja mam posłuchać jego historii.

– Nie pamiętam mego dzieciństwa, tylko urywki. Chodziłem do podstawówki w Kołodnie, a później zawodową robiłem w Lwowie. To było piękne miasto – rozmarzył się – Byłaś tam kiedyś?

– Tak. Rzeczywiście piękne – powiedziałam krótko. Nie powiedziałam mu , że mama jest rodowitą Lwowianką, ojciec pochodził z Równego, a studiował we Lwowie. Od dzieciństwa nasłuchałam się opowieści o tym pięknym, utraconym mieście.

– Tam widać jak bardzo splatają się nasze losy – kontynuował. Polacy zostawili tam coś, czego okupacja ruska nie mogła wyplenić. Polskiego ducha. Szacunek ludzi do siebie, poszanowanie porządku, piękno, no wiesz, ZACHÓD.  Do końca mieszkałem we Lwowie.

– Zaraz, co nazywasz okupacją ruską?

– Cały okres panowania ZSRR. Niby byliśmy republiką, ale nigdy nie wolną Ukrainą!

Ty wiesz, że byliśmy spichlerzem Europy. Mamy bardzo żyzną lessową ziemię, a Ruscy doprowadzili ją do stepowienia. Nakładali obowiązkowe normy nawożenia i tym doprowadzili rolnictwo do ruiny. Idiotyczne. Myśmy cały czas byli rabami, no wiesz, niewolnikami. Jak nie pod Polakami, to pod Ruskimi. Cała nasza historia, to walka o niepodległość.

– Nawet podczas II wojny? Rączka w rączkę z Niemcami?- powiedziałam niepotrzebne ironicznie.

– Nie wiń nas o to. To była wojna. Nagle się zdenerwował:

– A wy to co, tacy byliście święci? A Zaolzie to co? Kto konającej republice czechosłowackiej wbił nóż w plecy?

– No, to było odebranie naszej dawnej własności. To oni wcześniej zabrali nam Zaolzie. I to jednak nie to samo co Samoistna Ukraina pod niemiecką osłoną walcząca z Ruskimi i…ze swoimi braćmi. Przecież w armii rosyjskiej było bardzo wielu Ukraińców!  A co powiesz o wyrzynaniu Polaków na Wołyniu i Podolu?

– Poczekaj, oboje się zagalopowaliśmy. Oba nasze kraje mają do siebie wzajemne żale, ale mają też wspólnego wroga! Nie trzeba się kłócić. Jesteśmy rodzeństwem umieszczonym między potężnymi sąsiadami: Rosją i Niemcami. Tylko razem możemy się obronić.

– No, zaczynasz mówić z sensem.

– Nie myśl jednak, że jestem federalistą. O nie! Posłuchaj, chciałem ci powiedzieć o naszej  drodze do niepodległości.

– Zgoda, odłóżmy broń. A gdzie ten pasażer, którego mieliśmy zabrać?

– Nie będzie żadnego pasażera. Już to załatwiłem jak mnie pytałaś o licencję.

Zrobiło mi się głupio. Źle oceniłam tego człowieka. Dla mnie zrezygnował z części zarobku. Z drugiej strony najwyraźniej chciał ze mną rozmawiać o polityce, a nie jak wszyscy inni o swoich problemach prywatnych. Cenne. To idealista, rzadkość w dzisiejszym materialistycznym, świecie.

– Chciałem ci opowiedzieć o Ukraińcach,  i ich dążeniach do wolności, ale bałem się, że mnie nie zrozumiesz. Bo widzisz, jeszcze nasi rodzice mieli pochowaną broń żeby walczyć o niepodległą Ukrainę z Ruskimi lub z Polakami, ale już my, urodzeni po wojnie, powinniśmy dojść do porozumienia. Wyrzucić żale i zjednoczyć się przeciw tyranowi.

– Nie rozumiem.

– No przecież przeciw Ruskim! Nasze kraje , mające wspólną historię, powinny walczyć ramię w ramię z Ruskimi. My do was ciążymy. Czujemy się Europejczykami. Nie sądzisz?

– Wiesz, ja nie za bardzo jestem zainteresowana polityką… – Ale on mnie nie słuchał,  bo to był tylko taki grzecznościowy zwrot szwedzki, na który nie oczekuje się odpowiedzi.

– Czy pamiętasz,  co działo się na Lwowskim Majdanie w 2004 roku? Wtedy byliście z nami. Wasi prezydenci pomagali. Razem z naszą pomarańczową opozycją śpiewali nasz rewolucyjny hymn  „Razom nas bahato, nas ne podołaty” (Jest nas wielu, nas nie pokonacie)

Tak, pamiętam, ale ciebie już tam nie było…

– Niestety nie. Nie wyjechałbym, gdybym wiedział, że wygramy. Byłem już w Szwecji i z innej perspektywy na to patrzyłem. Widziałem „czerwony” Kijów, sprzyjający Moskwie i wyraźnie zobaczyłem granicę, która wcześniej czy później musi doprowadzić do rozłamu. Popatrz na Krym. Niby jest nasz, a to wielka baza Ruskich. Wcześniej czy później wyciągną po niego łapę. I kto się na to zgodził by ich wojska tam stacjonowały? Nasz ukraiński prezydent – bo z niego taki Ukrainiec jak ze mnie Szwed –toż on po ukraińsku mówi jak ja po szwedzku! – Roześmiał się szczerze ze swego dowcipu. Cała Ukraina jest taka: część za Rosją, część za Unią.

Wjeżdżaliśmy już w tunel, czyli zbliżaliśmy się do mojej pracy. Wiedziałam, że ta chaotyczna rozmowa może się ciągnąć bez końca, ale poruszyła ona w moim niby-to już zeszwedziałym sercu jakąś od dawna zapomnianą strunę i chciałam żeby trwała. Zastanawiałam się, co mi powie po południu.

*

Zdrawstwuj Anna, przywitał mnie Mychajło. Na jego szczerej, uśmiechniętej twarzy wykwitły rumieńce i pomyślałam, że chyba coś wypił. Wkrótce przekonałam się że miałam rację, w taksówce czuć było alkohol. Umieścił mnie z przodu, czym sprawił mi przyjemność. Miałam więcej miejsca na gips i świadczyło to o tym, że nie będzie dodatkowego pasażera. Może moja firma zgodziła się pokryć podwójną stawkę? Nie, raczej on to załatwił  – pomyślałam i popatrzyłam na niego z wdzięcznością. Poprzednio mówiąc do mnie używał formy bezosobowej, teraz odważył się na „Annę”. To też odebrałam pozytywnie. Postanowiłam nie nagabywać go o alkohol, chyba żeby zaczął szaleć. Było to mało prawdopodobne, gdyż chcąc przedłużyć nasze tête-à-tête jechał aż za wolno. Teraz było tak samo. Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu zerkając na siebie jak napastnicy szykujący się do walki, oceniający siły przeciwnika i szukający słabych punktów. W końcu uśmiechnęłam się do niego i widziałam, jak się rozprężył i zaczął od miejsca, w którym skończył rano:

– Bo widzisz Anna, my Ukraińcy ze wszystkich rzeczy świata najbardziej kochamy wolność. To nas najbardziej odróżnia od Ruskich. Oni kochają bat. Byli pod batem tatarskim przez stulecia. Oni lubią się bać. To, jak ci mówiłem, są raby, niewolnicy. My zapadni, zachodni znaczy ludzie. U nas demokracja możliwa, tam nie.

– No, ale sam mówiłeś, że na wschodzie Ukrainy jest więcej Rosjan, no… w każdym razie ludzi mówiących po rosyjsku, niż Ukraińców. Co z nimi zrobisz? Wysiedlisz do Rosji w bydlęcych wagonach, jak Stalin? Rosja ich nie chce. Nie ma dla nich pracy, mieszkań. W Rosji jest bieda. Rosja chce wasze fabryki, węgiel, stal, elektrownie.

– Nu da, tak, westchnął Mychajło. Stalin to był czort, diabeł po waszemu. Powpychał Rosjan wszędzie i teraz trudno ich wyplenić. My wiemy, że będziemy się musieli podzielić z Rosją. To smutne, ale prawdziwe.

– A co powiesz o Polsce?

– Wy chorujecie na waszą wielkość i to jest wasz główny problem. Dopóki nie wyzdrowiejecie z tej choroby żadna współpraca między nami się nie uda. Musicie zdać sobie sprawę z tego, że gdyby nie wasz związek z Litwą, bylibyście od stuleci zniemczeni, jak Czesi, którzy już nie są Słowianami, tylko Niemcami mówiącymi po czesku. To za sprawa imperialnej Litwy podbiliście z nią razem cały wschód Europy a między innymi Dzikie Pola, gdzie powstała Ukraina. Bez Litwy bylibyście zerem. Nawet wasz Piłsudski był Litwinem.

– Ciekawy punkt widzenia. Mówiłam ci, że nie znam się na polityce ale.. jak w takim razie, z taką mocną Litwą utraciliśmy niepodległość?

– To już inna, długa historia. W dużym skrócie zbiednieliście po utracie właśnie Ukrainy! Wróćmy do niej, bo już niedaleko do ciebie.

Niestety z daleka widać było mrugającą „dyskotekę”. Jakiś większy wypadek.  Policja skierowała nas na objazd boczną, kiepską drogą tak, że Mychaiło musiał cała uwagę poświęcić na omijanie dziur i na chwilę zamilkł. Wreszcie się odezwał:

– Nie jestem za federacją, może za sto lat, na pewno nie teraz. Ale przyszłość widzę w Unii. Polska jest już w Unii Europejskiej, a droga Ukrainy do niej będzie bardzo trudna. Trzeba to robić JUŻ, jak najszybciej, póki Rosja słaba!

Podjechaliśmy pod dom jak przyjaciele, chciałam powiedzieć druzja.

– Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Pożegnał mnie młodzieżowym pozdrowieniem rosyjskim, które widać było popularne i na Ukrainie, któremu towarzyszył szeroki uśmiech, na który na pewno żaden Szwed by się nie zdobył:

– Poka!…

Poczułam się tak, jakbym żegnała dobrego znajomego…

Anna Winner

Sztokholm, 2005 rok
[1] Samkörning –  samszjorning – wspólna jazda z innym pasażerem

Lämna ett svar