To nie moje określenie Alicji Helman. Tak nazwał Ją – Mistrzynią – w prywatnej dedykacji na podarowanym egzemplarzu własnej książki inny filmoznawca, profesor śląskiej szkoły filmowej i znany producent Edward Zajicek.
Alicja była z wykształcenia muzykologiem, ale wkrótce po magisterium a może nawet wcześniej połączyła to zainteresowanie z fascynacją filmem. Zaowocowało to doktoratem ”Rola muzyki w filmie” (1964) a tej roli poświęciła jeszcze trzy popularne książki. Parała się również krytyką filmową, gdy poznaliśmy się w okresie powstawania tygodnika ”Ekran”, założonego przez ”młodego zbuntowanego” wobec tradycjonalistów z ”Filmu” – mojego kolegi z Wydziału Historii UW, Grzegorza Dubowskiego, ówczesnego męża Alicji. Pracowaliśmy razem w ”Ekranie”, kilka lat, później Alicja poświęciła się pracy naukowej w Instytucie Sztuki PAN, a ja przeniosłem się do pism branżowych, pozbawionych takich ambicji. Ale kontakt się później odnowił, gdy Alicja, obok pracy dydaktycznej na Uniwersytecie Śląskim współpracowała też z miesięcznikiem ”Kino”, dla którego zamawiała u mnie pewną ilość tekstów, przesyłanych już ze Szwecji. Odwiedzaliśmy się też, w Sztokholmie, Sosnowcu i Krakowie, przy okazji paru sesji naukowych, spotkaliśmy się też w Warnie/Złotych Piaskach na konferencji poświęconej filmowi sowieckiemu.
Po muzyce filmowej Alicja Helman poświęciła się w pierwszym rzędzie teorii filmu, szczególnie w jej wówczas coraz modniejszej odmianie – semiotyce. Nie była w tym w Polsce odosobniona, ale jej wykładnie należały do najbardziej przejrzystych i w lekturze przystępnych. Wypromowała też, na Śląsku i w Krakowie, sporą ilość doktorantów i późniejszych profesorów filmoznawstwa. Przy którymś z jej jubileuszy zredagowali oni antologię zatytułowaną ”Kino według Alicji”. Ilość jej publikacji rosła w postępie geometrycznym a poziom tekstów, dzięki ich ścisłości, teoretycznej abstrakcji i zarazem konkretności, niewiele miał w Polsce równych.
W połowie lat 1970. nastąpiła w Warszawie seria zgonów osób związanych z filmem. Do najbardziej znanych należał wysoko do dziś notowany krytyk Konrad Eberhardt. Po paru innych tragicznych wypadkach przedwczesnej śmierci, wyraziła Alicja w jednym z listów do mnie niepokój na temat czekającej nas wszystkich, może nawet rychłej śmierci. Nie podzielałem jej obaw, które zresztą szybko się rozwiały i dożyła imponującego wieku, gromadząc coraz bogatszy dorobek, książek, antologii, czerpiąc zadowolenie z sukcesów wychowanków. Zmarła w tym roku w Hiszpanii.
Na krakowskim domu, gdzie mieszkała Alicja, od samego początku widniał napis (grafitti): Alicja już tu nie mieszka. Chyba bez związku z lokatorką, ot, tytuł znanego filmu. Dziś Alicja mieszka już tylko w naszej pamięci.
Aleksander Kwiatkowski