Na temat

Jesteśmy próżnym i zarozumiałym, ale raczej przyzwoitym rodzajem stworzeń, a tu nagle i niespodzianie spada nam na łeb miecz Demoklesa w postaci zarazy! Od dawna czułem w kościach, że coś się stanie, coś nieokreślonego i złego. Ale żeby zaraza i to od razu na całym świecie?

Tego za wiele, po prostu za dużo jak na nasze tradycje przyzwyczajenia chorobowe! Na domiar złego, opętańcze i stale zwiększające się szaleństwo podróżowania spowodowało, że rozwlekliśmy to wirusowe przekleństwo błyskawicznie po całym świecie.

Opanowało nas w ciągu zaledwie paru dziesięcioleci – z perspektywy państwa z dnia na dzień – niezrozumiałe na dobrą sprawę i pogłębiającym się szaleństwo komunikacji, pozbawiając odporności na ciosy natury z jednej strony, a napełniając zadufaniem w wyjątkowość i doskonałość techniki z drugiej.

W rezultacie staliśmy się Golemem, kolosem na glinianych nogach, a za przyczyną ogromnie szybkiego rozwoju techniki użytkowej, słabsi i mniej odporni na… Na wszystko!

Kiedyś byliśmy bliżej ziemi, potrafiliśmy naprawić pralkę, samochód, radio, zacerować skarpetki, zrobić masło. Dziś zwykła zmiana żarówki w samochodzie wymaga wykwalifikowanego mechanika, nie mówiąc o zmianie zapasowego koła, którego nota bene w ogóle nie ma. Nasze życie było prostsze i nieuzależnione w takim stopniu, jak dziś, od techniki, a co za tym idzie, byliśmy bardziej samodzielni, samowystarczalni i mniej ulegający panice. Dziś wytrącenie z ręki telefonii komórkowej miało by skutki zbliżone do tragedii pompejańskiej, wprost trudno sobie wyobrazić konsekwencje odcięcia od prądu elektrycznego.

Egzystujemy w toksycznym związku cywilizacji transportu. Obserwującej nas – hipotetycznej czy realnej bez znaczenia – obcej cywilizacji, siatka połączeń lotniczych wydawała by się szczytem nonsensu, a miliony mróweczek na nitkach autostrad obłędem.

Jesteśmy świadkami i jednocześnie uczestnikami ogromnych zakłóceń w przekazie prawdy, nazywanymi fake newsami. Donald Trump opowiada na Twitterze koszałki opałki, a jego zwolennicy, których niemało, łykają to bez chwili zastanowienia jak gęś kluski. Nie będę tu przywoływał, by nie denerwować przyzwoitych ludzi, przykładów z terenu zdecydowanie bliższego niż Stany Zjednoczone.

Techniczne ułatwienia spowodowały, że urojenia szaleńców mają większą wydajność i dostęp do publikatorów, niż osiągnięcia uczonych i badaczy z Nagrodą Nobla w dorobku. To sprawiło, że żyjemy w świecie szybkich zmian mentalnych, raju dla głupców i cyników.

Efektem kłamstw podszytych strachem jest, że żyjemy w mroku, przeświadczeni, iż osiągamy stały postęp. Zdarzały się nam okresy jasności, ale szybko przegrywały z ciemnością, a najprzykrzejsze w tym wszystkim, że porażki tak niewiele nas uczą. Zwycięstwo nad wirusem – co zapewne nastąpi, liczne grupy naukowców frenetycznie nad tym pracują – nie zniweluje innych problemów. Wokół roją się skomplikowane mechanizmy różnych -izmów: nacjonalizmu, nazizmu, rasizmu, antysemityzmu, i zadufanych w siłę swoich dogmatów religii.

Społeczeństwo Rzymu i ich Cezar nie wiedli życia cnotliwej Zuzanny, ale patrzyli na piękne rzeźby, słuchali wspaniałej poezji, układali wyśmienite mowy, budowali aktualną do dziś filozofię, wznosili przepiękne budowle. Z wiekami zmieniała się technika czyniąc życie lżejszym, ale nie udało nam się dotychczas stworzyć równie wyrazistej kultury.

Stawianie spraw w ten sposób to czysta demagogia. Mam tę świadomość. Ale przyznacie, że jest coś na rzeczy. Można kochać źle i kochać dobrze, miłość ma dwa oblicza, złe i dobre, ale tylko ludzie słabi nie znają litości.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar