Z prof. dr. hab. Ryszardem Tomczykiem z Zakładu Studiów i Analiz Wschodnich Uniwersytetu Szczecińskiego rozmawia Leszek Wątróbski
Ukraińców w Polsce jest coraz więcej. Coraz częściej też słyszymy język ukraiński na ulicach miast Polski, także w Szczecinie…
Trudno tu mówić dokładne o ich liczbie. Przekroczeń granicy jest prawie 4 mln rocznie. Nie oznacza to oczywiście, że tylu Ukraińców jest obecnie w Polsce. Ale, ilu z nich u nas zostaje, trudno powiedzieć. Może nawet połowa? Są miasta w Polsce, w których już dzisiaj mieszka bardzo dużo Ukraińców. Dobrym tego przykładem jest np. Przemyśl. Ale każde polskie duże miasto ma znaczący odsetek Ukraińców. Także w Szczecinie aktualnie może ich być nawet około 50 tysięcy. Są też tutaj tysiące wniosków o pobyt stały, rozpatrywanych przez wojewodę zachodniopomorskiego. Dokładnie nie znamy jednak danych liczbowych, bo to jest turystyka. Ukraińcy przyjeżdżają i wyjeżdżają, a za 3 miesiące przyjeżdżają nowi, itd. Chociaż wiadomo, że przyjeżdżają do pracy.
Jak obecnie, po ostatnich wyborach prezydenckich na Ukrainie, kształtują się nasze wzajemne stosunki?
Sytuacjazmieniła się trochę. Nowy prezydent Ukrainy, już w swojej kampanii, zapowiadał zmiany w polityce zagranicznej. Zmiany te miały dotyczyć stosunków z Polską oraz z Węgrami, Słowacją i Rumunią. Kiedy w sierpniu (2019) Wołodymyr Zełenski przyjechał do Warszawy na spotkanie z Andrzejem Dudą, to obaj prezydenci uzgodnili wszystkie bieżące polityczne sprawy wymagające resetu. Rozmawiali również o sprawach trudnych, które nas Polaków najbardziej bolą w stosunkach dwustronnych z Ukrainą, a mianowicie pochówkach wojskowych.
Jak to praktycznie wygląda?
Problemem tym zajmuje się od lat. Byłem bowiem w kilku takich miejscowościach, w których znajdują się groby polskich żołnierzy. Strona polska już dobrze wie, gdzie znajdują się pochówki naszych żołnierzy. Otóż polscy żołnierze nie mają często swoich mogił, lecz spoczywają w ziemi bez żadnego oznaczenia. Podam przykład. W dzielnicy Hołosko, przy ul. Warszawskiej znajduje się cmentarz naszych żołnierzy poległych w obronie Lwowa we wrześnie 1939. Przed II wojną światową była to wieś, którą w latach 40. przyłączono administracyjnie do miasta. Na mogiłach tych znajdują się dziś ogródki działkowe, na których Ukraińcy sadzą warzywa. Polacy mieszkający we Lwowie często składają tam kwiaty. Postawili też krzyż z napisem: „900 żołnierzy Wojska Polskiego poległych w walce z hitlerowskim najeźdźcą w obronie Rzeczypospolitej Polskiej w dniach 12 IX do 22 IX 1939 r.”
Trudno dziś dokładnie obliczyć ilość pochowanych tam żołnierzy. Może ich być od 150 nawet do tysiąca. Aby się dokładnie przekonać o ich ilości trzeba byłoby przeprowadzić ekshumację. A jedyną instytucją, która jest do tego uprawniona, jest ze strony polskiej IPN. Strona ukraińska wstrzymała ekshumację w roku 2016.
Podobnie przedstawia się sprawa cmentarza w Zboiskach, obecnie jednej z północnych dzielnic miasta i dotyczy także obrońców Lwowa z września roku 1939…
…poległych w walce z atakującym miasto niemieckim Wehrmachtem. Miejsce to zostało upamiętnione przez miejscowych rodaków, którzy postawili tam krzyż i napisali, że jest to miejsce upamiętniające polskich żołnierzy tam poległych. Podobnie zachowali się również miejscowi ukraińscy mieszkańcy, którzy miejsce dawnego cmentarza, zniszczonego po drugiej wojnie światowej otoczyli niewysokim murem.
Sierpniowa rozmowa dwóch prezydentów doprowadziła do zmiany nastawienia Ukrainy do Polski…
Jest nowy prezes ukraińskiego IPN i nowy rząd, który zezwolił stronie polskiej na wznowienie poszukiwań mogił polskich żołnierzy. Taką decyzję podjął rząd Ukrainy na początku listopada (2019). Strona ukraińska zgodziła się na przeprowadzenie badań archeologicznych na 2 wspomnianych wcześniej cmentarzach – w Hołosku i Zboiskach.
26 listopada (2019) zakończono wstępne badania archeologiczne na cmentarzu w Zboiskach i stwierdzono, że jest tam wielka mogiła polskich żołnierzy. Znaleziono tam trochę amunicji, monet, guzików, pasków żołnierskich oraz ich mundurów. I teraz toczą się dyskusje w Kijowie na temat zgody strony ukraińskiej na ekshumacje na wczesną wiosnę albo późną jesień 2020 roku. Nie wiadomo jeszcze, który termin zostanie zaakceptowany przez stronę ukraińską.
Jest i drugi zielony sygnał, że wiosną 2020 roku rozpoczną się badania archeologiczne wielkiej mogiły zbiorowej na cmentarzu w Hołosku. To są te dwie bardzo ważne dla nas kwestie, które w najbliższym czasie, dzięki ociepleniu stosunków polsko-ukraińskich, zostaną rozwiązane.
Nasze wzajemne stosunki mają też szerszą formułę. Strona polska domaga się szacunku do historii Polski…
Należy pamiętać, że nie mówimy o czymś wyimaginowanym. Mówimy o historii Polski, która tam we Lwowie istniała przez blisko 700 lat. Na Ukrainie zostały potężne archiwa w języku polskim o Polsce. Działały tam przecież przez wieki polskie bibliotek, ogromne księgozbiory i prace malarskie. Zbiory te można podziwiać we Lwowskiej Galerii Sztuki, znajdującej się w Pałacu Potockich czy w Bibliotece Szewczenki, dawnym Ossolineum. Wszystko co najpiękniejsze w polskim malarstwie zobaczyć można we Lwowie. Obrazy wielkich polskich mistrzów, w mojej ocenie, są niestety w złym stanie i wymagają renowacji i dużych nakładów finansowych, na które strona ukraińska nie może sobie sama pozwolić.
We Lwowie znajdują się też egzemplarze prasy polskiej, które poddawana są powolnej dygitalizacji. Wśród nich są takie tytuły prasowe, których nie mamy ani w Krakowie, w Bibliotece Jagiellońskiej ani w Warszawie, w Bibliotece Narodowej.
We Lwowie, od kilku lat, budowany jest Dom Polski.
Przy ul. Szewczenki. Jego budowę rozpoczęto w roku 2014. I zakończyć planowano do roku 2018. Niestety z planów nic nie wyszło. Wygląda na to, że budowa może jeszcze trochę potrwać – nawet 2-3 lata. Budżet początkowy Domu Polskiego wynosił 18 mln zł. Dziś mówi się o sumie ponad 40 mln zł.
We Lwowie znikają z ulic resztki polskości w błyskawicznym, niestety, tempie. Pamiętam to miasta z lat dziewięćdziesiątych. Idąc ulicami Lwowa widziałem wszędzie polskie napisy. Jeszcze wtedy ich tak dużo nie niszczono. Ślady polskości czyli przedwojenne napisy na murach i tablice zaczęły masowo znikać w kolejnych latach, w tym w czasie renowacji centrum Lwowa w okresie mistrzostw w piłce nożnej w roku 2012. Także dzisiaj znikają resztki śladów dawnej Polski z ulic. Ukraińcy, podobnie jak zrobiliśmy to my na zachodnich ziemiach polskich, muszą się nauczyć szacunku do polskiego dziedzictwa narodowego. My wiemy, że Szczecin i inne tereny zachodniej Polski należały wcześniej do Niemiec. Nikogo nie dziwi więc fakt, że mamy w Szczecinie Rondo Hakena, niemieckiego nadburmistrza tego miasta (1878-1907), który przeprowadził kompleksową przebudowę układu urbanistycznego Szczecina. I my nie okazujemy szowinizmu w tej sprawie. Nie ukrywamy tego, tak jak współcześni ukraińscy mieszkańcy Lwowa, którzy zakłamując historię nie chcą przyznać, że w przeszłości to było polskie miasto. My, w Szczecinie, uważamy czasy niemieckiego nadburmistrza Hakena za wspólne dziedzictwo i nie obrażamy się, kiedy Niemcy mówią, że Szczecin był prawie cały przez nich zbudowany.
A jak jest dzisiaj we Lwowie? Tam prawie całe dziedzictwo jest polskie. W ukraińskich zaś publikacjach nie pisze się, że przed II wojną światową we Lwowie mieszkali Polacy i że było ich zdecydowanie więcej niż Ukraińców. Oni mają teraz dylemat: jak przejąć historię, która nie jest ich narodową historią? Jak interpretować historię Polski, która się działa we Lwowie. Polacy zbudowali to piękne miasto.
W ostatnim czasie w publikacjach ukraińskich, które wychodzą we Lwowie, pojawiają się zdania, że nie mieszkali tam Polacy, ale niewielka grupka rzymskich katolików, która po roku 1945 wyjechała z Ukrainy. Rzymskimi katolikami mieszkającymi we Lwowie byli Polacy. A grekokatolikami i prawosławnymi byli Rusini, którzy na przełomie XIX i XX w. zaczęli używać nazwy Ukraińcy.
Dziś Lwów nie jest już polski…
…Polacy stanowią tam niewielki ułamek jego mieszkańców. W roku 1959 było ich, według dostępnych danych, około 12 tysięcy. Dziś w liczącym prawie milion mieszkańców Lwowie jest ich zaledwie 3-4 tys. Dużo z nich żyje już w rodzinach mieszanych, polsko-ukraińskich. Większość młodych Polaków wyemigrowała do Polski w latach 90. XX wieku. Polacy we Lwowie nie odgrywają już ważnej roli. Nadal natomiast znaczącą rolę odgrywa odradzający się kościół rzymskokatolicki. Obok Rynku Głównego we Lwowie jest katedra łacińska, w której są odprawiane nabożeństwa w języku polskim. Ukraińcy czasem mówią o niej: polska katedra.
Rozmawiał: Leszek Wątróbski
Zdjęcie: Prof. Ryszard Tomczyk (fot. Leszek Wątróbski)
Prof. dr hab. Ryszard Tomczyk ukończył w 1983 roku studia historyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Szczecinie. W trakcie studiów, w okresie stanu wojennego, aresztowany i więziony. Pracę doktorską Ukraińskie Narodowo-Demokratyczne Zjednoczenie 1925-1939 obronił na Uniwersytecie Szczecińskim w roku 1992. Habilitował się szesnaście lat później, w 2008 roku na Uniwersytecie Rzeszowskim. Podstawą habilitacji była praca Radykałowie i socjaldemokraci. Miejsce i rola lewicy w ukraińskim obozie narodowym w Galicji w latach 1890-1914. W kręgu zainteresowania Ryszarda Tomczyka znajduje się historia Ukrainy, stosunki polsko-ukraińskie, polski ruch neokonserwatywny w II RP, historia prawa i administracji, samorząd terytorialny, stosunki międzynarodowe w obszarze Morza Bałtyckiego.