ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Starość

Pojęcie starości, staje się z roku na rok coraz mniej precyzyjne. Znam trzydziestoletnich starców i świeżych jak brukselka osiemdziesięciolatków. Ignacy Kraszewski pisał o „czterdziestoletnim starcu”, Juliusz Słowacki nazywał matkę Balladyny – kilkunastoletniej panny a zatem jej matka musiała mieć około trzydziestki – „starowinką”, Balzak opisał historię matrony w książce „Kobieta trzydziestoletnia”. Dziś świat, pomimo innych wad, jednak mniej okrutny dla kobiet.

Stwierdzenie, że dziś młodość trwa o wiele dłużej jest banalną prawdą, co nie zmienia faktu, że oddalona bardziej w czasie niż wprzódy starość, przynosi jednak profity: Nie muszę się niczego uczyć, bo już umiem. Nie muszę zdawać egzaminów, bo już pozdawałem. Nie muszę podejmować żadnej decyzji, bo już wszystkie podjąłem. Nie muszę służyć w wojsku, bo już wysłużyłem. Nie muszę nikogo słuchać, już się nasłuchałem.

Jestem w uprzywilejowanym wieku i sytuacji, bowiem nie muszę się wystrzegać mówienia prawdy, gdyż-może-mi-zaszkodzić. Nic nie muszę, kogo szanuję i podziwiam może zyskać u mnie wiele, kogo nie, na przykład…. Powiem tylko, iż wysokie funkcje państwowe nie przydają olejum w głowie, jak mawiał pan Zagłoba.

Czy rzeczywiście nie musimy się niczego (my, z nieco niższą cyfrą daty urodzin), już uczyć? Czy zdaliśmy wszystkie egzaminy? Nie, ponieważ nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności mamy deja vu sprzed 29-lat. Wiele poczynań rządu PiSu są jakby replikami, posługując się powiedzeniem Stefana Kisielewskiego – dyktatury ciemniaków PRLu, tylko z większą hucpą, tupetem, pazernością na kasę.

Ale zostawmy to. Co warta jest dziś wiedza nabyta kilkadziesiąt lub nawet kilkanaście lat temu? Niewiele, za współczesnością można nadążyć tylko za cenę nieustannego wysiłku. To między innymi mówi, że starość definitywną, fizjologiczną, należy przyjmować z niejaką ulga, jako wyczekiwane wytchnienie. Można chorować na starość, można chorować na młodość. To drugie godne rekomendacji, ale ostrożnie, bo przesadzone łatwo staje się śmieszne. Czas, ten wspaniały, ten przeklęty czas!

Pamiętam u profesorostwa Darskich (był ministrem spraw zagranicznych, zaś jego syn Stefan moim licealnym kolegą) widziałem cudny drewniany osiemnastowieczny globus, na którym Australia nazywała się „New Holland”. Pamiętam parę dobrych lat później, jaką rewelacją był dla mnie plac budowy hotelu „Forum”, krótko po otwarciu nazywany „Potworum” z uwagi na horrendalnie wysokie ceny.

Podobno kres możliwości człowieka nie istnieje, ale czas mamy jeden, określony przestrzenią ułamka wszechświata w klatce o trzech wymiarach. Mamy jeden przebieg czasu, czy warto mnożyć w nim różnego gatunku i nasilenia wrogości? Dziś szczególnie pilnie potrzeba w Polsce młodzieńczej energii oraz mądrość starców, potrzeba pobudzenia wspólnej odpowiedzialności za kraj.

Pisał Emanuel KantNiebo gwiaździste nade mną i prawa moralne we mnie. Mniejsza z gwiazdami, ale czyżby filozof z Królewca przeczuwał, że będzie trzeba bronić w Polsce XXI wieku praw moralnych, oraz tych zapisanych w Konstytucji?

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar