Magia kory. Piękne brzmienie Afryki

Kora to afrykański odpowiednik harfy. Zbudowana jest z dużej tykwy rozciętej w połowie i pokrytej krowią skórą. Grający, szarpiąc struny, używa kciuka i palca wskazującego obu rąk. Szemrzenie kory jest dźwięczne i pogodne niczym plusk strumyka. Usposabia pozytywnie do świata. Kiedy dźwięki gęstnieją, muzyka przypomina śpiew spadającej wody. Kaskadowość brzemienia nie burzy jednak wrażenia łagodnego grania.

Mistrzowie gry na korze pochodzą z Mali. Najwięksi z nich wywodzą się z rodów, które od wielu wieków doskonalili kunszt gry, tworząc charakterystyczne brzmienie, trudne do pomylenia z czymś innym. Wielkie współczesne nazwiska to Toumani Diabaté i  Ballaké Sissoko. Ich płyty wielokrotnie nagradzane, obiegły świat.

Wybrałem płytę szczególną, moją ulubioną: „In the Heart of the Moon”, nagraną w 2005 roku przez World Circuit Records. Grający na korze Toumani Diabaté  spotyka najbardziej znanego w świecie malijskiego muzyka Ali Farke Touré, który wtóruje Diabaté na gitarze. To, że się spotkali muzycznie po raz pierwszy, to efekt producenckich zakusów Nicka Golda i Ry Coodera, który również „podgrywa „ delikatnie na tej płycie. Może się nam to wydać dziwne, dlaczego, mimo tylu lat  grania, spotykają się dopiero przy okazji tego nagrania, zważywszy, że obaj muzycy są z Mali i działają w Bamako. Otóż, reprezentują różne tradycje muzyczne, które na sesjach muzycznych spotykają się rzadko. Toumani Diabaté gra muzykę związaną z obyczajami ludu Mandé, osiadłego m.in w południowych prowincji kraju. Granie Ali Farke Touré odsadzone jest zaś w tradycji ludu Songhai, żyjącego m.in na północy Mali.

Powstała płyta artystycznie niezwykła, a zarazem  przyjemnie odurzająca swym balsamicznym brzmieniem i zwiewnością melodyki. Po jej wysłuchaniu trudno dać wiarę, że 12 utworów na tym nagraniu powstało praktycznie bez prób. Owszem, część tematów była dobrze muzykom znana, nie próbowali ich jednak wcześniej razem. Trzy dwugodzinne sesje, w formie jam sessions, stanowiły całość przygotowanego materiału. Muzycy po prostu rozmawiali ze sobą za pośrednictwem kory i gitary, przenosząc nas, słuchaczy, w stan błogiego spokoju.

Muzyka na płycie wydaje się płynąć spokojnie niczym rzeka Niger, na którą muzycy mogli spoglądać z pokoju konferencyjnego, umieszczonego na najwyższym piętrze hotelu Mandé w Bamako, gdzie nagrania owego dokonano.  Aż chce się usiąść u brzegu wielkiej rzeki i dać się objąć akustycznej medytacji dwóch wielkich improwizatorów. Kora prowadzi delikatnie linię melodyczną, gitara organizuje bazę rytmiczną. Sposób uderzania strun palcami nawiązuje do muzykowania malijskiego guru, Jurana Kury, związanego z ruchem wyzwoleńczym lat 50 tych XX wieku, który stworzył swój własny styl gry na gitarze.  Dziś będący znakiem rozpoznawczym kultury Mali.

Obaj muzycy, spotkaniem swoim przydali łagodności malijskiego grania nowych barw. Efekt? Nieodparte wrażenie cudnego spaceru po chmurach. Nagranie to jest kulturalnym wydarzeniem malijskim i muzycznym sukcesem w skali światowej.

Innym nagraniem, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie jest „Chamber Music” z 2009 roku. Ballaké Sissoko na korze, na wiolonczeli francuski muzyk Vincent Segal. Kameralność, kiedy najlepsza, stworzona przez unikalny duet instrumentów. Nie jest to ani muzyka malijska, ani europejska w klasycznym wydaniu, nie jest to również jazzująca stylizacja. Jest zarazem wszystkim tym po trochu. Muzycy nie tyle szukają unii brzmieniowej, co dialogicznego w swej intencji solowego grania. Muzyka jest częściowo zakomponowana, są też duże partie improwizowane. Dodane są efekty brzmieniowe ngoni, balafonu i kariganu, powściągliwe, uwydatniające dialog instrumentów z dwóch różnych światów. Sojusz ciepłego matowego brzmienia wiolonczeli z szelestem kory przemawia do wyobraźni. Tym razem należało by nie tyle spacer po obłokach przywołać, co salon z zapalonymi kandelabrami, acz z odkrytym dachem, by udostępnić widok na rozgwieżdżone nocne niebo.

Muzyka, nagrana podczas trzech sesji w studio nagraniowym Salifa Keity w Bamako, podobnie jak muzyka z płyty „In the Heart of the Moon”, jest owocem spotkania muzyków, którzy przekraczają to, co dotąd wnosili z racji muzycznego wyksztalcenia i tradycji. Świadomi eksperymentu, ciekawi wyjścia poza konwencję, prowadzą nas w czarowność muzyki rzadko doświadczaną.

Vincent Segal, lubiący eksperymentować, mimo klasycznej edukacji i pracy dla francuskiej Orkiestry Narodowej, miał prawo czuć się komfortowo w tym wydarzeniu. Dzieciństwo spędził w paryskim dystrykcie Pigall, gdzie od młodych lat nasączał się muzyką afrykańskich imigrantów. Ballaké Sissoko należy do grona muzyków, którzy szukają wyjścia poza opłotki własnej tradycji. Kiedy się spotkali, nie wiedzieli, co z tego wyniknie. Dopiero kiedy zaczęli swoje jam sessions, znaleźli porozumienie, które skłaniało do dalszej eksploracji i do muzycznego dialogu. Nie jest rzeczą oczywistą, że każde  niekonwencjonalne spotkanie muzyczne musi przynieść interesujące dla słuchacza owoce. W tym przypadku wydarzyło się coś, co wprawdzie nie tak rzadkie w świecie muzyki, ale zawsze zachwycające: chodzi o cudowność artystycznego spotkania, które poszerza horyzonty słuchaczy, porusza zmysły, otwiera serce na oścież.

Zygmunt Barczyk

Foto: Toumani Diabaté i Sidiki Diabate

Lämna ett svar